Josef nie chciał się zgodzić. Kochał ją. Ale Ottla argumentowała: jeśli nie rozwiódłby się z nią, cała rodzina może zostać deportowana. Dziewczynki są pół-Żydówkami – to już jest niebezpieczne. Jeśli on, „aryjski” mąż, formalnie odetnie się od żydowskiej żony, może uda się uratować dzieci.
Rozwód sfinalizowano w 1942 roku. Ottla wyprowadziła się z domu. Wkrótce potem trafiła na listę deportacyjną.
W lutym 1943 roku – miesiąc po swoich 51 urodzinach – wsiadła do pociągu do Theresienstadt.
Część II: Theresienstadt – miasto, które było piekłem
Theresienstadt (Terezín) było miastem-twierdzą zbudowanym w XVIII wieku. Nazistowska propaganda przedstawiała je jako „samorządne miasto żydowskie” – miejsce, gdzie starsi, zasłużeni Żydzi mogli spokojnie dożyć starości. W rzeczywistości było to getto przejściowe, skąd trafiano do obozów zagłady.
Warunki były okropne. Głód. Choroby. Przeludnienie. W pomieszczeniu przeznaczonym dla 40 osób mieszkało 200. Śmierć była codziennością.
Ottla nie załamała się.
W Theresienstadt istniał system opieki nad dziećmi – całkowicie nieoficjalny, ukryty przed Niemcami. Żydowscy wychowawcy i nauczyciele organizowali tajne lekcje, rysowanie, teatr. Dzieci miały zapomnieć, choć na chwilę, o okropnościach.
Gdy w sierpniu 1943 roku przybył transport z getta w Białymstoku – z dziećmi w stanie, którego nie da się opisać – Ottla od razu zgłosiła się do pracy z nimi.
Część III: Dzieci z Białegostoku
Co się działo w Białymstoku? W sierpniu 1943 roku Niemcy przeprowadzili likwidację tamtejszego getta. Większość mieszkańców wywieziono do Treblinki i Majdanka. Ale około 1000 dzieci – tych najmniejszych, niezdolnych do pracy – tymczasowo pozostawiono przy życiu. Dlaczego? Nie wiadomo. Może chcieli je wykorzystać jako zakładników. Może zabrakło miejsca w pociągach.
Dzieci przewieziono do Theresienstadt. Były w strasznym stanie. Głodne, brudne, z ogolonymi głowami (by zapobiec wszom). Wiele z nich nie miało rodziców – zostali zamordowani. Część była sierotami po egzekucjach na ulicach Białegostoku.
Gdy dzieci po raz pierwszy wprowadzono do baraku, jedno z nich zobaczyło wiszącą na ścianie tablicę z napisem „Prysznice”. Zrobiło się białe na twarzy i zaczęło krzyczeć. Inne dzieci krzyczały też. Myślały, że idą do komory gazowej.
Dzieci w Theresienstadt wiedziały o komorach gazowych. Pomimo propagandy, wieści z Oświęcimia docierały do getta. Dzieci słyszały.
Były tak przerażone, że nie chciały się myć. Nie chciały rozbierać. Nie chciały wchodzić do pomieszczeń, które przypominały im śmierć.
Ottla przyszła do nich.
Wzięła jedno z dzieci na ręce. Powiedziała: „To tylko prysznic. Nie bój się. Jestem z tobą”.
Nie wiemy, co jeszcze mówiła. Nie wiemy, czy to dziecko jej uwierzyło. Ale wiemy, że spędziła tygodnie opiekując się nimi.
Część IV: Decyzja
Październik 1943 roku. Niemcy ogłaszają: dzieci z Białegostoku pojadą dalej na wschód. Do Auschwitz.
Nikt nie miał złudzeń.
Dorośli w Theresienstadt wiedzieli, że dzieci jadą na śmierć. Więźniowie pytali: „Kto pojedzie z nimi?”.
Nikt się nie zgłaszał. Dlaczego mieliby? To był wyrok śmierci.
Ottla podniosła rękę.