Catarina wróciła do domu z płonącym sercem, przysięgając sobie, że wyciągnie go stamtąd, bez względu na cenę. Teraz siostry stają naprzeciw siebie, bliźniaczki z wyglądu, ale wrogowie pożądania, podczas gdy Mateus czuje ciężar bycia nieświadomą nagrodą. Napięcie rosło w kolejnych dniach. Isabela unikała ścieżek, na których pracował Mateus, ale jej wzrok szukał go w oknach głównego domu.
Biały, gliniany budynek z szerokimi werandami. Pułkownik Ramiro, mężczyzna z siwym wąsem i skórzanym kapeluszem, rządził farmą żelazną ręką, ignorując dorosłe córki, jakby wciąż były dziećmi. „Pracujcie w szwalni i kuchni” – rozkazał, planując korzystne małżeństwa z synami innych pułkowników.
Bliźniaczki jednak knuły w milczeniu. Isabela zaczęła kraść monety z kufra ojca i zbierać je do małej torebki ukrytej pod materacem. Catarina, bardziej przebiegła, fałszowała rachunki, aby przywłaszczyć sobie część zysków z kawy. Mateus z kolei skrywał sekret większy niż miłość dziewcząt.
Urodzony w niewolniczej chacie na wybrzeżu, został oddzielony od matki w wieku 10 lat i sprzedany w głąb lądu. Nauczył się czytać potajemnie, ze strzępków gazet rzucanych przez poganiaczy mułów, i śnił o prawie wolnej macicy, szeptanym przez starsze niewolnice. O odległej obietnicy wolności dla dzieci jeńców. Ale nie był głupcem.
Wyczułem niebezpieczeństwo w oczach bliźniąt. „Igrasz z ogniem” – powiedziała mu Izabela pewnej nocy, kiedy znalazła go w stajni. „Jestem twoją własnością. Dotknij mnie, a się spalisz”. Zignorowała ostrzeżenie. Tego deszczowego świtu Izabela czekała, aż dom zaśnie, i wślizgnęła się do niewolniczej chałupy, rzędu baraków za spichlerzem.
Mateusz zobaczył ją nadchodzącą i wciągnął do środka, a jego serce biło jak szalone. „Dlaczego?” – zapytał ochrypłym głosem. Izabela dotknęła jego twarzy. „Bo w tobie widzę świat poza tymi płotami”. Ich usta spotkały się w natarczywym pocałunku, pełnym złamanych zakazów. Wkrótce Catarina zrobiła to samo, kradnąc chwile w środku lasu, gdzie bananowce skrywały swoje westchnienia.
Rywalizacja wybuchła pewnego popołudnia w czasie żniw. Brygadzista, szczupły mężczyzna imieniem Zé, przyłapał Catarinę na rozmowie z Mateusem w pobliżu plantacji kawy. „Co ty tu robisz?” warknął, trzymając w dłoni bat. Mateus interweniował, otrzymując cios, który zostawił czerwony ślad na jego ramieniu, pulsujące przypomnienie o jego pozycji.
Catarina pobiegła do domu ze łzami w oczach i skonfrontowała się z Isabelą w ich wspólnym pokoju. „On mnie chronił. Pozwoliłabyś mu cierpieć w samotności?” Isabela zaprzeczyła, ale zazdrość ją dręczyła. „Chcesz tylko, żeby udowodnił, że jesteś odważniejsza”. Dni ciągnęły się w kruchej równowadze. Mateus pracował na dwie zmiany, odcinając kawę od 4 rano do zmierzchu, z obolałym ciałem, ale czujnym umysłem.
Kochał je obie na różne sposoby. Isabelę za jej dobroć, która sprawiała, że marzył o pokoju. Catarinę za jej płomień, który inspirował go do walki. Ale miłość była niebezpiecznym złudzeniem. Pułkownik zapowiedział wizytę kupca z São Paulo, zainteresowanego silnymi niewolnikami takimi jak Mateus. „Sprzedam to za dobrą cenę” – powiedzieli goście stołu.
Nie zwracając uwagi na spojrzenia córek, bliźniaczki po raz pierwszy od lat połączyły siły. Tej nocy zebrały się w swoim pokoju, a świece migotały. „Potrzebujemy pieniędzy, żeby to kupić” – wyszeptała Isabela. Catarina skinęła głową. „Mam plan”. Razem sprzedały ukryte klejnoty, złoty naszyjnik po zmarłej matce, perłowe kolczyki w sąsiednim mieście, przebrane za służące.