Operacja, która zmieniła wszystko
Cztery godziny później weterynarz wyszedł z sali operacyjnej wyraźnie zmęczony, ale uśmiechnięty.
Operacja się udała.
Kiedy Andreas zobaczył, jak Max wybudza się z narkozy, znów zaczął płakać. Tym razem jednak były to łzy szczęścia i ulgi.
Przez kolejne tygodnie Max wracał do zdrowia. Z każdym dniem odzyskiwał siły, a Andreas odzyskiwał swój dziecięcy spokój.
Pewnego popołudnia wybraliśmy się na duży wybieg dla psów. Max biegał radośnie po trawie, jakby nigdy nie był chory. Nagle wśród właścicieli zwierząt pojawiło się poruszenie.
Ludzie zaczęli nerwowo przywoływać swoje psy.
Powód był jeden — Götz.
Spacerował spokojnie po parku razem ze swoim ogromnym rottweilerem Hektorem. Zanim zdążyłam zareagować, Andreas pobiegł w jego stronę.
„To ten olbrzym, który uratował Maxa!” — zawołał z radością i objął Götza za nogi.
Potężny mężczyzna roześmiał się serdecznie i potargał mojego syna po włosach.
Chwilę później Max podbiegł do Hektora. Wszyscy wokół obserwowali sytuację z napięciem, spodziewając się najgorszego.
Tymczasem groźnie wyglądający rottweiler miał na szyi żółtą obrożę ozdobioną małymi haftowanymi kwiatkami i spokojnie obwąchiwał naszego starego psa, merdając ogonem.
Tego dnia spędziliśmy razem całe popołudnie.