„Bezpłodna kura” – historia kobiety, która przestała milczeć

Natasza ścisnęła telefon w dłoni i spojrzała na wiadomość od męża:

„Mama przyjdzie jutro o 10:00. Posprzątaj mieszkanie, zwłaszcza kuchnię. Ostatnio znalazła okruszki pod lodówką”.

Wzięła głęboki oddech. To był piekielny dzień w pracy – raporty, skargi klientów, a wieczorem termin oddania projektu. Ale, jak zawsze, plany Igora wzięły górę.

„Igor, mam termin” – powiedziała ostrożnie, wchodząc do kuchni. „Może spotkasz się z mamą sam na sam?”

Nawet nie oderwał wzroku od telefonu, przeglądając media społecznościowe.

„Nie rozumiesz? Mama przyjeżdża specjalnie, żeby sprawdzić, jak sobie radzisz w domu. Jeśli wszystko nie będzie idealne, będę musiała miesiąc wysłuchiwać o tym, jak wyszłam za mąż za niechluja”.

„A co jeśli sobie z tym nie poradzę?” Natasza nie mogła się powstrzymać.

„W takim razie to naprawisz” – odpowiedział chłodno Igor.

Zacisnęła zęby. Zawsze tak było. Jego matka była świętą krową, a jej zmęczenie, praca i uczucia były pustymi słowami.

Następnego ranka Natasza wstała o szóstej, żeby wszystko ogarnąć: umyć podłogi, odkurzyć i poukładać rzeczy na półkach tak, jak lubiła jej teściowa. Kupiła nawet nowy serwis do herbaty – ten sam, o którym teściowa wspomniała mimochodem podczas ich ostatniej wizyty: „Sąsiad ma taki piękny, a ty masz takie tanie rzeczy”.

Dokładnie o godzinie 10:01 zadzwonił dzwonek do drzwi.

„No, nareszcie!” Ludmiła Pietrowna stała w drzwiach, jej szminka błyszczała. „Myślałam, że śpisz”.

Weszła do środka, nie zdejmując butów i poszła prosto do kuchni.

„O, co to za plama na blacie?” Przesunęła palcem po powierzchni.

„To… tylko cień” – próbowała wyjaśnić Natasza.

„Cień?” prychnęła teściowa. „Nigdy nie miałam cieni na meblach w domu”.

Potem otworzyła lodówkę i zamarła.

„Nazywasz to jedzeniem? Półki są w połowie puste! Jak mój syn w ogóle z tobą przeżyje?”

— Robimy zakupy na cały tydzień, dziś jest ten dzień…

„Wymówki” – przerwała Ludmiła Pietrowna. „Prawdziwa gospodyni domowa zawsze ma pełną lodówkę”.

Natasza zacisnęła pięści. Pół dnia spędziła na nogach, wydała połowę pensji na zastawę stołową, a teraz czuła się winna, że ​​nie zaopatrzyła się w jedzenie.

„Mamo, nie bądź wybredna” – wtrącił się w końcu Igor, ale jego głos brzmiał bardziej formalnie niż w obronie żony.

„Nie czepiam się ciebie, po prostu cię edukuję” – odpowiedziała teściowa i skierowała się do salonu.

Tam jej wzrok padł na wazon z kwiatami.

– Kto to tak skrzywił?

„To ja” – przyznała Natasza.

„Oczywiście” – westchnęła Ludmiła Pietrowna. „Wszystko z tobą nie tak”.

Igor milczał.

I po raz pierwszy Natasza pomyślała: „Jak długo to jeszcze może trwać?”

Minął tydzień od wizyty teściowej, ale niesmak pozostał. Natasza wciąż słyszała jej kąśliwe uwagi niczym echo. A dziś czekał ją kolejny „okres próby” – rodzinny obiad z okazji urodzin teścia.

Stała przy kuchence i mieszała barszcz, gdy Igor wszedł do kuchni.

– Czemu się tak marszczysz?

„Jutro muszę złożyć raport, a stoję przy kuchence już od trzech godzin” – Natasza gwałtownie uderzyła łyżką o brzeg patelni.

— No i co z tego? Czy twój raport naprawdę można porównać do rodzinnego świętowania?

Chciała otworzyć, ale w tym momencie zadzwonił dzwonek do drzwi.

Szwagierka Katia i jej mąż weszli pierwsi. Skierowała się prosto do kuchni, głośno stukając obcasami.

„O, barszcz!” Katia zajrzała do garnka. „Mam nadzieję, że nie tak jak ostatnio – woda i ziemniaki?”

„Ostatnio była to zupa jarzynowa” – odpowiedziała Natasza przez zaciśnięte zęby.

„O, racja, racja” – Katia machnęła ręką. „A tak przy okazji, zapomniałaś, że jutro musisz odebrać futro mamy z pralni chemicznej?”

Natasza zamarła.

– Czy to dla mnie?

„Oczywiście, że tak!” zaśmiała się szwagierka. „Nie pracujesz, masz mnóstwo wolnego czasu”.

“Pracuję!” wykrzyknęła Natasza.

„Och, racja, twoja „freelancing” – powiedziała Katia, używając cudzysłowu w powietrzu. – No to tym bardziej – jesteś niechlujny w domu, więc czemu nie zrobisz czegoś pożytecznego?”

Igor, stojący w drzwiach, milczał.

Gdy wszyscy zebrali się przy stole, teść uniósł kieliszek.

– No cóż, życzę zdrowia naszej rodzinie i…

„I żeby wszyscy byli tak mili jak my!” przerwała teściowa, znacząco patrząc na Nataszę.

„Tak, rzeczywiście, przyjacielsko” – mruknęła pod nosem Natasza.

„Czy ona coś powiedziała?” – zapytała zaniepokojona Ludmiła Pietrowna.

„Nic się nie stało” – Natasza uśmiechnęła się nerwowo.

„Zastanawiam się tylko” – szwagierka Katia odłożyła łyżeczkę z celowo głośnym dźwiękiem – „kiedy będziecie mieli dzieci? Obie jesteście po trzydziestce, a wciąż bawicie się lalkami”.

W pokoju zapadła niezręczna cisza.

„Jeszcze nie jesteśmy gotowi” – ​​powiedziała cicho Natasza.

„Jasne!” prychnęła Katya. „Po prostu boisz się zepsuć sobie figurę”.

„Katiu, wystarczy” – wtrącił się w końcu Igor, ale w jego głosie nie było determinacji.

„Co masz na myśli mówiąc „dość”? Mówię to z najlepszymi intencjami!” Katia wzruszyła ramionami. „To po prostu dziwne: wszystkie normalne kobiety rodzą, a nasza Natasza…”

„Nie mogę mieć dzieci!” – krzyknęła nagle Natasza.

Zapadła śmiertelna cisza. Wszyscy zamarli.

„Widzisz” – teściowa pierwsza otrząsnęła się. „A ja myślałam, że jesteś po prostu samolubna”.