Bomba zabrała jej nogę na 26. mili Maratonu Bostońskiego. Trzy lata później wróciła i przebiegła 26,2 mili na protezie. „Ofiara jest definiowana przez to, co się jej przydarzyło. Ocalały – przez to, jak żyje. Wybieram życie”.
Miała 32 lata. Była u szczytu kariery tanecznej. Tańczyła od dziecka. I właśnie powiedziano jej, że już nigdy nie będzie tańczyć.
Część I: 78 dni do pierwszego kroku
Kiedy mówimy o powrocie po amputacji, myślimy o bólu fizycznym. Ale ból fizyczny jest najłatwiejszą częścią. Trudniejsza jest strata tożsamości.
Adrianne nie była tylko kobietą, która straciła nogę. Była tancerką, która straciła nogę. Taniec był jej językiem, sposobem wyrażania siebie, źródłem radości i dochodu. Bez nogi – kim jest?
Pierwsze tygodnie po amputacji były labiryntem depresji. Leżała w szpitalnym łóżku, patrząc w sufit. Myślała o scenach – o parkiecie, o muzyce, o ruchu. I wiedziała, że to wszystko może już nigdy nie wrócić.
Rodzina i przyjaciele próbowali ją pocieszać. Mówili: „Dasz radę”, „Będzie dobrze”, „Jesteś silna”. Ona słyszała to, ale nie wierzyła.
Aż pewnego dnia – nie pamiętała, który to był dzień – pomyślała: „Albo się poddam, albo nie. Wybieram nie”.
To nie był moment olśnienia. To był proces. Dni, w których płakała, potem dni, w których się złościła, potem dni, w których czuła pustkę – i w końcu dzień, w którym powiedziała do siebie: „Dobra. To jest teraz twoje życie. Co z nim zrobisz?”.
Fizjoterapia zaczęła się szybko. Najpierw ćwiczenia na łóżku – unoszenie kikuta, wzmacnianie mięśni ud. Potem pierwsze przymiarki protezy – lejca, który zakłada się na pozostałą część nogi. To boli. To ociera. To sprawia, że chcesz krzyczeć.
Potem nauka chodzenia na protezie – z balkonikiem, podtrzymywana przez fizjoterapeutów. Adrianne mówi, że najtrudniejsze było zaufanie. Bo każdy krok to stąpnięcie na coś, czego nie czujesz. Twoja stopa (której nie ma) nie mówi ci, czy ziemia jest twarda, czy miękka, czy nachylona. Musisz uwierzyć, że proteza nie zawiedzie.
Pierwszy samodzielny krok bez wsparcia – po 78 dniach. 78 dni od zamachu.
Adrianne płakała. Ale to były łzy ulgi.
Część II: Hugh Herr i proteza do tańca
Sześć miesięcy po zamachu Adrianne dostała e-mail. Nadawca: Hugh Herr, dyrektor grupy biomechatroniki w MIT Media Lab.
Hugh Herr nie był zwykłym naukowcem. W wieku 17 lat stracił obie nogi w wypadku wspinaczkowym. Sam stał się pacjentem, potem inżynierem, potem twórcą protez, które zmieniły świat. Jego motto: „Nie naprawiamy ciała. Przekraczamy je”.
Herr napisał: „Słyszałem o pani. Chciałbym zbudować protezę, która pozwoli pani tańczyć”.
Adrianne prawie wyrzuciła tego maila. Myślała, że to jakiś żart. Ale sprawdziła. Hugh Herr istniał. MIT istniało. To było prawdziwe.
Spotkały się w laboratorium w Cambridge. Herr pokazał jej prototypy – protezy z czujnikami, z mikroprocesorami, z systemami stabilizacji. Powiedział: „To nie będzie tylko noga do chodzenia. To będzie noga do tańca. Będzie reagować na pani ruchy, dostosowywać się do tempa, pomagać utrzymać równowagę w obrotach”.
Adrianne zgodziła się.
Prace trwały miesiącami. Herr i jego zespół skanowali jej kikut, robili pomiary, projektowali mechanizmy. Adrianne przychodziła na testy, tańczyła z protezą przypiętą do statywu, a kamery rejestrowały jej ruchy.
W marcu 2014 roku, niecały rok po zamachu, Adrianne stanęła na scenie konferencji TED na ogromnej scenie. Miała na sobie protezę zaprojektowaną przez Herra. Zagrała muzyka. I Adrianne zatańczyła rhumbę.
Tańczyła. Z protezą. Przed tysiącami ludzi.
Film z jej występu obejrzały miliony. W komentarzach ludzie pisali: „Nie mogę przestać płakać”, „To jest definicja odwagi”, „Pokazała, że ciało nie jest przeznaczeniem”.
Adrianne sama była zaskoczona swoją reakcją. Spodziewała się, że będzie przerażona. Ale gdy zaczęła tańczyć – poczuła tylko radość. Radość, której nie czuła przed zamachem.
„Przedtem tak bardzo koncentrowałam się na technice, na błędach, na tym, co trzeba poprawić” – powiedziała później. „Teraz po prostu cieszę się, że tańczę. I to jest lepsze”.
Część III: Decyzja, która wydawała się szaleństwem
Pod koniec 2015 roku Adrianne podjęła decyzję, która zdziwiła wszystkich – w tym ją samą. Postanowiła przebiec Maraton Bostoński w 2016 roku.
Nie jako widz. Jako biegacz.
Dlaczego? Bo czuła, że musi zakończyć tę historię na własnych warunkach. 26. mila – miejsce, gdzie eksplodowała bomba – była w jej głowie symbolem strachu, utraty, bezsilności. Chciała zastąpić ten symbol czymś innym. Siłą.
Problem: Adrianne nigdy nie biegała. Nie trenowała długich dystansów. Nie miała pojęcia, jak biegnie się na protezie – zwłaszcza na protezie typu nóżka (Flex-Foot Cheetah), która nie ma stopy, tylko zakrzywionego carbonowego „lancucha”, który działa jak sprężyna.
Dostała taką protezę od sponsorów. I zaczęła trenować.
Początki były komiczne. Biegła przez 100 metrów i była wykończona. Jej miednica nie była przyzwyczajona do asymetrycznego obciążenia. Jej zdrowa noga bolała od nadrabiania. Jej kikut ocierał się o lejec protezy, tworząc bolesne ranki.