„Wszystkiego najlepszego, Mish” – powiedziała, wyciągając paczkę. „Oto prezent. Portfel, z dobrej skóry”.
„Och, dziękuję, siostro” – Michaił otworzył paczkę i mrużąc oczy, powiedział: „Gdzie są pieniądze? Portfel bez pieniędzy to zły omen, wiesz?”
“Mówisz poważnie?” Irina uniosła brew.
„Żartuję!” – wybuchnął śmiechem Michaił. „Chociaż, jeśli się nad tym zastanowić… jesteś teraz naprawdę bogatą dziewczyną – dwa pokoje dla jednej osoby!”
„Misza” – spojrzała na niego z wyrzutem matka, ale w jej spojrzeniu nie było prawdziwego zakazu, tylko przyjemność z takiego przedstawienia.
„Myślałem” – kontynuował Michaił, nieświadomy napięcia. „Może Lera i ja powinniśmy zostać u ciebie na jakiś czas? I tak jest mnóstwo miejsca. Zostaniemy tylko na jakiś czas, dopóki nie ustalimy, ile pieniędzy”.
Irina spojrzała na niego, potem na Lerę. Ta, jak zawsze, siedziała ze spuszczonym wzrokiem, ale szybko podniosła głowę:
„Ira, to by naprawdę pomogło. Przechodzimy teraz przez trudny okres, naprawdę ciężko jest z dziećmi. To przejściowe. Ledwo nas zauważysz”.
„Tymczasowo?” Irina wzięła szklankę i upiła łyk. Fala gorąca przeszła przez jej ciało. „Przepraszam, ale nie mam w zwyczaju zamieniać domu w akademik”.
Matka natychmiast się spięła, jakby czekała na jakiś sygnał:
„No cóż, spójrz, jaki stałeś się zasadniczy” – powiedziała z nutą kpiny. „Zrobiliśmy dla ciebie wszystko dziesięć lat temu, a teraz nie możesz pomóc swojemu bratu”.
„Ty… dla mnie?” Irina zaśmiała się krótko, gorzko. „Co dokładnie, mamo? Kiedy dałaś mi oszczędności na komputer dla Miszy? Albo kiedy zaciągnęłam pożyczkę, kiedy kupowaliśmy mu samochód?”
„Daj spokój, Iro” – wtrącił się ojciec, patrząc na talerz. „To już przeszłość. Michaił ma trójkę dzieci, jemu jest trudniej niż tobie”.
„Naprawdę?” Irina podniosła głowę. „A ja myślałam, że dzieci to odpowiedzialność rodziców, a nie powód, żeby szantażować starszą siostrę sumieniem”.
„Jak śmiesz!” – wrzasnęła matka. „To twój brat! Oddałby za ciebie życie!”
„Kiedy, ciekawe?” – zapytała cicho Irina. „W jakim miejscu i w jakich okolicznościach?”
„Wychowaliśmy cię, Iro!” – niemal krzyknęła matka. „Powinnaś być wdzięczna!”
„Winieneś mi?” Irina wstała, wciąż trzymając szklankę w dłoni. „Nic ci nie jestem winna. Ani mieszkania, ani nerwów, ani życia. Wystarczy.”
„No, spadaj!” – matka uderzyła pięścią w stół. „Niewdzięczny!”
„Do widzenia” – powiedziała spokojnie Irina i opuściła kuchnię.
Na korytarzu dogoniła ją Lera, ta sama ze zmęczonymi oczami i wiecznym poczuciem winy w głosie.
— Ira, no cóż… starzeją się. Może powinniśmy odpuścić?
Irina patrzyła na nią przez dłuższy czas, jakby chciała stwierdzić, czy dziewczyna żartuje.
„Niech się zestarzeją we własnym domu. Moje mieszkanie jest moje. I nie będzie należało do nikogo innego”.
Wyszła na podest. Powietrze było chłodne, przesiąknięte zapachem kurzu i jesiennego wiatru. Za drzwiami wciąż słyszała głosy, brzęk naczyń i krzyk matki.
Potem wszystko ucichło.
„To już koniec” – powiedziała na głos. „To koniec rodziny”.
Dom powitał ją ciszą. Korytarz wypełnił się ciepłym zapachem domu: odrobiną kawy, odrobiną książek, odrobiną samotności. Irina zdjęła płaszcz, zrzuciła buty na korytarzu i poszła do kuchni.
Nalała sobie wina i wzięła łyk.
Było tak, jakby coś ciężkiego spadło jej z ramion – nie ten wieczór, nie ten skandal, ale wszystkie te lata, kiedy znosiła wszystko i starała się być „wygodna”.
Zadzwonił telefon. Oczywiście, mamo.
Irina zamknęła oczy.