Daniel Mendoza odchylił się w swoim włoskim skórzanym fotelu i spojrzał przez kuloodporne szyby biura znajdującego się na czterdziestym piątym piętrze wieżowca.
Z tej wysokości Meksyk wyglądał jak plansza do gry, a on był człowiekiem, który przesuwa wszystkie pionki.
Miał zaledwie trzydzieści dwa lata i należał do najbogatszych ludzi w kraju.
Był właścicielem ogromnego imperium nieruchomości, bohaterem ekonomicznych magazynów i człowiekiem znanym bardziej z arogancji niż dobroci.
Jednak tego ranka nie interesowały go ani inwestycje, ani giełda.
Jego wzrok zatrzymał się na kobiecie siedzącej za szklanymi drzwiami sekretariatu.
Luna Vázquez.
Jego osobista asystentka od trzech lat.
Kobieta, która:
- organizowała jego spotkania,
- ratowała go z kryzysów,
- pilnowała kontraktów,
- i znała wszystkie jego sekrety.
Dla Daniela była jednak praktycznie niewidzialna.
Zawsze ubrana w szarości, z ciasno spiętymi włosami i grubymi okularami, wydawała mu się nudna, bezbarwna i kompletnie niepasująca do świata luksusu.
Właśnie dlatego w jego głowie narodził się okrutny pomysł.
Pomysł, który miał być okrutnym żartem
Dzień wcześniej Daniel siedział ze swoimi bogatymi przyjaciółmi w ekskluzywnym klubie w Polanco.
Po kilku kieliszkach starej whisky zaczęli narzekać na monotonię życia ludzi bogatych.
– Potrzebujemy czegoś zabawnego – rzucił Ricardo Salinas. – Czegoś naprawdę okrutnie zabawnego.
I wtedy Daniel wpadł na pomysł.
Zbliżała się coroczna gala Fundacji Corazón de México – najważniejsze wydarzenie charytatywne dla elit całej Ameryki Łacińskiej.
Daniel wyobraził sobie Lunę pośród milionerów i celebrytów:
- zagubioną,
- ośmieszoną,
- niepasującą do luksusowego świata.
Był przekonany, że stanie się pośmiewiskiem całej sali.
Zadowolony z własnej „genialnej” pułapki, zadzwonił do niej.
– Luna, proszę do mojego gabinetu.
Kiedy weszła, jak zawsze wyglądała skromnie i profesjonalnie.
– Tak, panie Mendoza?
Daniel podał jej złotą kopertę.
– Przez trzy lata pracowałaś bez zarzutu – powiedział słodkim, fałszywym tonem. – Uważam, że zasługujesz na nagrodę.
Luna spojrzała na zaproszenie z wyraźnym zaskoczeniem.
– Chcę, żebyś towarzyszyła mi na jutrzejszej gali.
W jej oczach pojawił się cień niepokoju.
Luna znała Daniela wystarczająco dobrze, by wiedzieć, że nigdy nie robi niczego bez powodu.
Ale mimo to przyjęła zaproszenie.
Kiedy wyszła z gabinetu, Daniel roześmiał się pod nosem.
Nie miał pojęcia, że właśnie rozpoczął wydarzenia, które zniszczą jego ego i zmienią całe życie.
Kobieta, którą wszyscy źle oceniali
Po powrocie do swojego mieszkania w Roma Norte Luna zdjęła okulary i rozpuściła włosy.
W lustrze nie było już szarej sekretarki.
Była tam kobieta, którą świat dawno temu zmusił do ukrycia własnej tożsamości.
Luna była córką niegdyś potężnego magnata tekstylnego.
Po bankructwie ojca i zdradach ludzi z wyższych sfer nauczyła się jednej rzeczy:
Widoczność jest niebezpieczna.
Dlatego ukryła się za nijakimi ubraniami i rolą „niewidzialnej asystentki”.
Tego wieczoru odwiedziła ją Carmen – najlepsza przyjaciółka i właścicielka luksusowego salonu piękności.
Gdy usłyszała historię o gali, natychmiast zrozumiała intencje Daniela.
– On chce cię upokorzyć – powiedziała ostro. – Chce zrobić z ciebie żart dla swoich bogatych znajomych.
Luna westchnęła.
– Wiem. Powinnam odmówić.
Carmen spojrzała na nią stanowczo.
– Nie. Ty tam pójdziesz. Ale nie jako jego ofiara.
Następnego dnia rozpoczęła się prawdziwa przemiana.
Makijażyści.
Styliści.
Projektanci.
Kiedy Luna spojrzała w lustro kilka godzin później, niemal się rozpłakała.
Miała na sobie dopasowaną czerwoną suknię Valentino.
Jej czarne włosy spływały falami na odkryte ramiona.
Zielone oczy błyszczały pewnością siebie.
Nie wyglądała jak sekretarka.
Wyglądała jak kobieta, która wróciła po swoje miejsce w świecie.