Uniosłam brew. „Och, chyba tak. Przecież nie chcemy już więcej… zakłóceń, prawda?”
Lia odezwała się głosem przepełnionym mdłością i słodyczą.
„Proszę pana. To tylko krótka przerwa na toaletę. Obiecujemy, że zaraz wrócimy.”
Spojrzałem na nią, potem na Dave’a, a potem na zbliżającą się stewardesę, która pozwoliła im przejechać.
Czas zakończyć tę farsę.
„Wiesz co? Masz rację. To tylko przerwa na toaletę” – powiedziałem, odsuwając się.
“Zacząć robić.”
Dave i Lia wymienili triumfalne spojrzenia, mijając mnie. Ale jeszcze nie skończyłem. Odwróciłem się do stewardesy z uśmiechem.
Przepraszam, nie mogłem nie usłyszeć.
Czy powiedziałeś, że ci dwaj mają pozwolenie, żeby tu przebywać?
Stewardesa zmarszczyła brwi. „Cóż… powiedzieli, że to nagły wypadek”.
Skinąłem głową ze współczuciem. „Rozumiem.
Czy zdajesz sobie sprawę, że tym dwóm wyraźnie kazano wcześniej pozostać na końcu samolotu ze względu na ich niepokojące zachowanie?
Oczy obsługi rozszerzyły się. „Nie, nie zostałem o tym poinformowany”.
Właśnie wtedy pojawiła się stewardesa, która wcześniej zajmowała się Dave’em i Lią. „Czy jest tu jakiś problem?” – zapytała, a jej wzrok spoczął na parze.
Twarz Dave’a zbladła.
„Awaryjny” taniec Lii nagle się zatrzymał.
Odsunąłem się, pozwalając profesjonalistom się tym zająć. „Myślę, że ci dwaj właśnie wychodzili” – powiedziałem, nie mogąc ukryć samozadowolenia w głosie.
Pierwsza stewardesa zwróciła się do Dave’a i Lii z surowym wyrazem twarzy. „Myślałam, że wyraziłam się jasno wcześniej.
Wróćcie na swoje miejsca. Już.
„Ale…” zaczęła Lia, czując, że jej zachowanie się rozpada.
„Żadnych ale” – przerwała jej stewardesa. „A może wolałaby pani, żebyśmy omówili to z marszałkiem lotnictwa?”
To wystarczyło.
Dave i Lia, pokonani, bez słowa wrócili na swoje miejsca w klasie ekonomicznej.
Gdy samolot zaczął schodzić do Kalifornii, nie mogłem powstrzymać się od poczucia satysfakcji. Reszta lotu przebiegła w błogim spokoju i nie mogłem się doczekać, żeby zobaczyć się z rodziną.
Głos kapitana rozległ się z interkomu: „Szanowni Państwo, rozpoczynamy ostateczne podejście do międzynarodowego lotniska w Los Angeles. Proszę upewnić się, że Państwa fotele są ustawione pionowo, a pasy zapięte”.
Gdy podjechaliśmy do bramki, zebrałem swoje rzeczy, ponieważ nie mogłem się doczekać, aby jak najszybciej opuścić samolot.
Podeszła do mnie stewardesa, która była naszym wybawieniem.
„Dziękujemy za dzisiejszą cierpliwość” – powiedziała z szczerym uśmiechem. „Mamy nadzieję, że lot przebiegł komfortowo pomimo… wcześniejszych utrudnień”.
Uśmiechnęłam się w odpowiedzi. „Dzięki tobie, tak się stało.
„Poradziłeś sobie z tą sytuacją idealnie.”
Uśmiechnęła się promiennie na ten komplement. „Miłego dnia, proszę pana!”
Wstałem, przeciągając się po długim locie. Idąc przejściem, dostrzegłem Dave’a i Lię, wciąż unikających kontaktu wzrokowego ze wszystkimi.
Przez chwilę poczułem ukłucie współczucia.
Byli młodzi, pewnie po prostu przesadnie podekscytowani podróżą poślubną. Ale potem przypomniałem sobie ich niegrzeczne zachowanie i współczucie wyparowało.
Mijając ich rząd, nie mogłem się powstrzymać od ostatniego pożegnalnego ukłonu: „Mam nadzieję, że czegoś się dziś nauczyliście.
Ciesz się swoim miesiącem miodowym!”
Twarz Dave’a poczerwieniała do imponujących rozmiarów, ale trzymał język za zębami. Mądry ruch.
I z tym uczuciem opuściłem samolot, czując się zwycięzcą i gotowy, by cieszyć się resztą podróży. Wchodząc do terminalu, nie mogłem powstrzymać się od chichotu.
To był piekielny lot, ale ostatecznie zwyciężyła zwykła przyzwoitość i odrobina karmy.
Zobaczyłem żonę i dziecko czekających na mnie. Ich twarze rozjaśniły się na mój widok. Wszystkie myśli o Dave’ie i Lii zbladły. Byłem w domu i tylko to się liczyło.