Nie minęło nawet pół minuty, odkąd się obudziłam. „Wstawaj” – warknął, zrywając ze mnie kołdrę. „Myślisz, że możesz okazywać brak szacunku mojej matce i jeszcze spać spokojnie?”. Usiadłam, zaskoczona, z walącym sercem. Blade, zimowe światło sączyło się przez żaluzje, ale jego twarz płonęła gniewem – tym rodzajem gniewu, który nosił, gdy już zdecydował, że to ja jestem winna, i potrzebował tylko dopchnąć mnie do uległości. „Nie dam twojej matce więcej pieniędzy” – powiedziałam, mój głos wciąż był zachrypnięty od snu. „Mówiłam ci to wczoraj wieczorem. Nic się nie zmieniło”.
Obudził mnie krzykiem „Wstawaj”. Potem wepchnął mnie w stronę komody – i zadzwoniłam po pomoc