Rocznica, która zamieniła się w koszmar
Zapach pieczonego czosnku, steków i czerwonego wina wypełniał niewielką kuchnię. Na stole paliły się świece, a cała atmosfera miała przypominać spokojny, romantyczny wieczór.
Był wtorek. Pierwsza rocznica ślubu Mayi i Grega.
Maya poprawiała granatową sukienkę przed lustrem w przedpokoju i spoglądała na ślubne zdjęcie stojące na konsoli. Na fotografii Greg śmiał się i wyglądał jak idealny mąż.
Przez cały związek Maya ukrywała prawdę o swoim życiu. Chciała być kochana za to, kim jest, a nie za majątek.
Greg nie wiedział, że jego żona jest właścicielką ogromnego imperium nieruchomości Apex Holdings. Nie wiedział, że dom, w którym mieszkają, należy do niej. Nie wiedział nawet, że Maya jest właścicielką całego osiedla.
Dla niego była zwyczajną kobietą pracującą jako menedżer projektu.
Wieczór zmienił się w chwili, gdy Greg wszedł do domu.
Nie przyniósł kwiatów ani prezentu. W rękach trzymał stos kartonowych pudeł do przeprowadzki.
Bez słowa rzucił je na podłogę.
– Chloe jest w ciąży – oznajmił chłodno.
Chloe była jego młodszą siostrą. Bezrobotną, roszczeniową i całkowicie uzależnioną od pomocy Grega.
Maya próbowała zachować spokój.
– Możemy pomóc jej znaleźć mieszkanie albo dorzucić się do kaucji – zaproponowała ostrożnie.
Greg spojrzał na nią zimnym wzrokiem.
– Nie musi niczego szukać. Powiedziałem jej, że może zamieszkać tutaj. Ten dom jest idealny dla niej i dzieci. Zostanę z nią, żeby pomagać przy bliźniakach.
Maya zamarła.
– Greg… to nasz dom.
– Już nie – odpowiedział spokojnie. – Masz czas do niedzieli, żeby się wynieść.
W jednej chwili romantyczny wieczór zamienił się w coś zupełnie innego.
Maya nie mogła uwierzyć, że mężczyzna, którego poślubiła, wyrzuca ją z domu w pierwszą rocznicę ślubu.
Kiedy próbowała protestować, Greg wybuchł agresją.
Krzyczał, że jego siostra jest ważniejsza, a Maya zachowuje się egoistycznie. W końcu pchnął ją mocno na ścianę przedpokoju.
Uderzenie było tak silne, że ze stolika spadła ślubna fotografia, rozbijając się na dziesiątki kawałków.
– Spakujesz się i znikniesz stąd do niedzieli – wrzasnął.
W tamtej chwili coś w Mayi pękło.
Przestała być przestraszoną kobietą próbującą ratować małżeństwo.
Spokojnie podniosła torebkę i wyszła z domu.
W samochodzie wykonała tylko jeden telefon.
– Marcus – powiedziała chłodnym głosem. – Uruchom procedurę eksmisji dla nieruchomości przy Maple Street. Chcę, żeby dom został sprzedany do poniedziałku.