„Nieważne, czyje to mieszkanie, najważniejsze, żeby mama tu mieszkała tak długo, jak będzie chciała – bo tak zdecydowałem” – powiedział Kristinie mąż.

„Zrobiłaś dziś owsiankę bez masła?” Wioleta Władimirowna zajrzała do miski, którą synowa właśnie przed nią postawiła. „To bardzo zdrowe, Kristinoczko. Ale obawiam się, że Roma tego nie doceni. Od dzieciństwa uwielbiał, żeby wszystko było… w porządku”.

Christina wzięła głęboki oddech i powoli wypuściła powietrze, zanim odpowiedziała.

„Na talerzu Romy jest masło, Violetto Władimirowna. Dokładnie takie, jakie lubi. Ale na twoim go nie ma, bo wczoraj mówiłaś, że lekarz zalecił ci ograniczenie tłuszczu”.

„Och, pamiętałaś!” – rozpromieniła się teściowa. „Nie miałam pojęcia, że ​​słuchasz mnie tak uważnie”.

„Pamiętam każde twoje słowo, żeby nie stało się powodem nowego konfliktu” – pomyślała Krystyna, lecz oczywiście nie wypowiedziała tego na głos.

Przez trzy lata małżeństwa z Romanem nauczyła się milczeć o wielu sprawach. Zwłaszcza w obecności jego matki, która miała zwyczaj wpadać na chwilę i zostawać na cały dzień. A czasami na kilka dni.

„Mam nadzieję, że nie zapomniałaś, że idziemy dziś wieczorem o szóstej na zebranie rodziców Maszy?” Violetta wygładziła serwetkę na kolanach.

„Przepraszam, co?” Christina o mało nie upuściła łyżki. „Jakie zebranie rodzicielsko-nauczycielskie?”

„U Maszy, mojej wnuczki. Ma dziś ważne zebranie rodziców z nauczycielami i obiecałam Lanie, że na pewno przyjdziemy, bo ona i Sasza nie mogą.”

Christina poczuła ucisk w żołądku. Miała zaplanowane na szóstą wieczorem ważne spotkanie z klientami z Hiszpanii. Spotkanie, do którego przygotowywała się od tygodni.

„Violetta Władimirowna, nie mogę dzisiaj. Mam spotkanie służbowe, które ma wpływ na umowę naszej firmy”.

„Ale przecież już obiecałam Lanie!” – w głosie teściowej zabrzmiała nuta bólu. „Czy praca naprawdę jest ważniejsza od rodziny? Masza będzie taka zdenerwowana, jeśli nikt nie przyjdzie…”

— Gdzie są Lana i Sasha?

– Oczywiście, że w podróży służbowej. Mówiłem ci wczoraj.

Kristina była pewna, że ​​nikt jej nic nie powiedział. Ani o zebraniu rodziców z nauczycielami, ani o podróży służbowej Lany i Sashy. W przeciwnym razie z pewnością uprzedziłaby teściową o swoich planach.

„Bardzo mi przykro, ale naprawdę nie mogę odwołać spotkania” – powiedziała stanowczo Christina. „Jestem pewna, że ​​poradzisz sobie beze mnie”.

Violetta zacisnęła usta.

„No cóż, chyba będę musiała zrobić to sama… Chociaż liczyłam na twoją pomoc. Masza jest ostatnio strasznie rozpieszczona. Ta Lana w ogóle nie umie wychowywać dzieci, żadnej dyscypliny…”

W tym momencie do kuchni wszedł zaspany Rzymianin.

„Dzień dobry, mamusiu!” Pochylił się i pocałował Violettę w policzek. „Jak ci się spało? Mam nadzieję, że kanapa była wygodna?”

„Och, Romoczko, widzisz, twoja matka jest już bardzo stara, a ty każesz jej spać na kanapie!” – westchnęła przesadnie Violetta, chociaż miała zaledwie pięćdziesiąt osiem lat i wyglądała cudownie.

„Nikt nikogo nie zmusza” – mruknęła cicho Christina.

„Co powiedziałaś, kochanie?” Roman objął żonę ramieniem.

Powiedziałam, że muszę się przygotować do pracy. Nie mogę też iść z twoją mamą na zebranie rodziców Maszy. Mam ważne spotkanie.

Roman zmarszczył brwi.

– Mamo, dlaczego Lana sama nie pójdzie?

„Są w podróży służbowej z Saszą! Mówiłam ci to wczoraj wieczorem przy kolacji. Roma, ty mnie w ogóle nie słuchasz”.

Kristina przewróciła oczami. Wczoraj wieczorem byli sami na kolacji z Romanem. Violetta przyjechała tuż po dziesiątej, oznajmiając, że zostaje na noc. I nie było mowy o podróży służbowej ani o zebraniu rodziców z nauczycielami.

– Dobrze, mamo, nie martw się. Pójdę z tobą sam.

“Ty?” Violetta i Christina powiedziały to jednocześnie, z równym zaskoczeniem.

„Tak, ja!” – uśmiechnął się Roman. „Wezmę sobie dzień wolny i spędzę go z moją ukochaną mamą i siostrzenicą. Co w tym takiego wyjątkowego?”

Kristina nie mogła uwierzyć własnym uszom. Roman, który nigdy nie brał urlopu, nawet gdy był chory, nagle postanowił opuścić pracę, żeby wziąć udział w zebraniu rodziców z nauczycielami swojej siostrzenicy? Coś było nie tak.

Biuro powitało Christinę znajomym hałasem. Dzwoniące telefony, stukanie klawiatur, ciche rozmowy współpracowników – wszystko to zazwyczaj pomagało jej się skoncentrować, ale dziś tylko ją irytowało.

„Kristina, Siergiej Walentinowicz wzywa cię do siebie” – oznajmiła sekretarka, gdy tylko Kristina przekroczyła próg.

W gabinecie szefa czekał na nią nie tylko on sam, ale także dwaj przedstawiciele hiszpańskiej firmy.

„O, nadchodzi nasz najlepszy tłumacz!” – wykrzyknął radośnie Siergiej Walentinowicz. „Pan González i pan Ramírez przybyli wcześniej niż planowano. Pomyślałem, że nie będziecie mieli nic przeciwko nieplanowanemu spotkaniu”.

***

Kolejne trzy godziny upłynęły na intensywnych negocjacjach. Kristina tłumaczyła, zapisywała życzenia klientów i wyjaśniała niuanse umowy. Myśli o teściowej, zebraniu rodziców z nauczycielami i dziwnym zachowaniu męża zeszły na dalszy plan.

Kiedy Hiszpanie w końcu wyszli, zadowoleni z wyników spotkania, Siergiej Walentinowicz poklepał Kristinę po ramieniu.

„Świetna robota! Jeśli wszystko pójdzie dobrze, ten kontrakt przyniesie firmie miliony. I oczywiście wpłynie na twoją premię”.

Kristina uśmiechnęła się ze zmęczeniem. Bonus byłby mile widziany. Ona i Roman od dawna marzyli o wycieczce nad morze. Być może wspólne wakacje pomogą im odnowić intymność, która stopniowo zanikała w ich związku.

Zadzwonił telefon, przerywając jej myśli. Na ekranie pojawiło się imię jej męża.

– Tak, Roma?

„Chris, posłuchaj, chodzi o to…” Głos jej męża brzmiał dziwnie, jakby czuł się winny. „Mama właśnie dzwoniła do Lany i okazało się, że dzisiaj nie ma zebrania rodziców z nauczycielami. Lana i Sasha są na daczy z dziećmi”.

„Co?” Christina opadła na krzesło, nie wierząc własnym uszom. „Ale dlaczego…”

„Nie wiem” – przerwał Roman. „Mama powiedziała, że ​​po prostu pomyliła daty. Zdarza się, Chris. Ona już nie jest młoda”.

„Roma, twoja mama doskonale pamięta nawet kolor skarpetek, które nosiłaś pierwszego dnia w szkole. Nigdy niczego nie myli”.

„Teraz jesteś po prostu zły. Porozmawiamy o tym dziś wieczorem”.

Christina chciała zaprotestować, ale jej mąż już się rozłączył.

***

Tego wieczoru Christinę czekała kolejna niespodzianka. Drzwi mieszkania były otwarte, a z kuchni dobiegały głosy i brzęk naczyń.

„…a potem mu powiedziałam: jeśli nie możesz poświęcić czasu rodzinie, to nie powinieneś się żenić!” Wioleta Władimirowna energicznie machnęła chochlą, mówiąc coś Romanowi.

„Cześć” – Christina położyła torbę na stoliku nocnym w przedpokoju.

„Och, Krystynko!” – zaśpiewała teściowa. „Romoczka i ja gotujemy tu obiad. Gołąbki, takie jak lubisz”.

„Jak ja to kocham? Nie znoszę gołąbków” – pomyślała Christina, ale powiedziała na głos:

– Dziękuję, bardzo miło mi Cię poznać.

Roman podszedł i pocałował ją w policzek.

„Jak przebiegło spotkanie z Hiszpanami?” – zapytał.