„Nieważne, czyje to mieszkanie, najważniejsze, żeby mama tu mieszkała tak długo, jak będzie chciała – bo tak zdecydowałem” – powiedział Kristinie mąż.

— Świetnie. Kontrakt praktycznie w kieszeni. Jak minął dzień z mamą? Znalazłeś sobie jakieś zajęcie, skoro nie było spotkania?

„Och, tyle już zrobiliśmy!” – odpowiedziała Violetta za syna. „Najpierw wpadliśmy do Nikołaja Pietrowicza – to mój sąsiad, niedawno trafił do szpitala. Potem poszliśmy na zakupy. Roma pomogła mi wybrać nowy odkurzacz. A potem wpadliśmy do mojego mieszkania, żeby zabrać moje rzeczy”.

„Rzeczy?” Christina spojrzała na męża ze zdziwieniem.

„Mama zostaje u nas na kilka dni” – powiedział Roman, jakby to była najzwyklejsza rzecz. „W jej mieszkaniu pękła rura i potrzebuje naprawy”.

— Pierwszy raz o tym słyszę. A kiedy to się stało?

„Dziś rano” – odpowiedziała szybko Violetta. „Właśnie miałam wychodzić, kiedy zadzwoniła sąsiadka z dołu. Powiedziała, że ​​leje jej się z sufitu. Musiałam wezwać pogotowie”.

Kristina patrzyła w milczeniu to na męża, to na teściową. Ta historia brzmiała dziwnie. Skoro rura rzeczywiście pękła tego ranka, dlaczego Violetta nic nie powiedziała przy śniadaniu? Dlaczego zmyśliła historię o zebraniu rodziców z nauczycielami?

„Roma, czy mogę z tobą chwilę porozmawiać?” Kristina skinęła głową w stronę sypialni.

Gdy tylko drzwi zamknęły się za nimi, wyrzuciła z siebie:

„Co się dzieje? Najpierw fikcyjne spotkanie rodziców z nauczycielami, teraz jakaś pęknięta rura…”

Roman westchnął zmęczony.

„Chris, nie wiem, co cię opętało. Mama tego nie wymyśliła. Po prostu pomyliła daty. A co do rury… sam rozmawiałem z hydraulikiem. To bardzo poważna sprawa, pion będzie trzeba wymienić. To potrwa co najmniej tydzień”.

— Na tydzień?! Roma, ona mnie doprowadzi do szaleństwa w tydzień!

„Nie przesadzaj. Mama po prostu chce pomóc. Widzi, jak jesteś zmęczony w pracy i…”

„I postanowiła przejąć obowiązki domowe, co?” Christina uśmiechnęła się gorzko. „Jak ostatnio, kiedy prała wszystkie moje bluzki w trzydziestu stopniach, bo „tak jest czyściej”? Albo jak wtedy, kiedy wyrzuciła moje ulubione buty, bo uznała, że ​​są „zbyt znoszone”?”

„Jesteś wobec niej niesprawiedliwy. Mama robi wszystko z najlepszymi intencjami”.

Kristina czuła, że ​​zaraz wybuchnie z oburzenia, ale powstrzymała się. Kłócenie się z Romanem o jego matkę było bezcelowe.

— Dobrze. Tydzień to tydzień. Ale potem wraca do siebie, okej?

Roman uśmiechnął się z wyraźną ulgą i mocno przytulił żonę.

— Zgadzam się. Dziękuję za zrozumienie.

Tydzień przeciągnął się na dwa. Remont w mieszkaniu Wioletty Władimirowny ciągnął się w nieskończoność: albo płytki zostały źle położone, albo tapeta przyjechała w niewłaściwym kolorze. Przynajmniej tak teściowa tłumaczyła swój przedłużający się pobyt.

Kristina starała się spędzać więcej czasu w pracy, zostając po godzinach. Po powrocie do domu witało ją idealnie czyste mieszkanie, ale Violetta ciągle przemeblowywała wszystko „dla wygody”. Do tego dochodziły niekończące się opowieści o tym, jak Lana źle wychowywała dzieci, jak Sasza zarabiała za mało i jak wszystko potoczyłoby się inaczej, gdyby jej córka posłuchała mądrych rad matki.

W piątek wieczorem Kristina postanowiła wpaść do swojej przyjaciółki Mariny. Musiała wszystko wyjaśnić, inaczej groziła jej utrata panowania nad sobą.

„Nie mogę już tego znieść” – wyznała, siedząc w kuchni Mariny. „Każdego dnia wracam do domu i nie wiem, co mnie czeka. Wczoraj wróciłam, a ona przeglądała moje papiery, wyobrażasz sobie? Powiedziała, że ​​postanowiła zrobić porządek w moich papierach!”

„A co z Romą?” zapytała Marina, nalewając herbatę.

„A co z Romą?” „Mama chce jak najlepiej”, „Mama się martwi”, „Mama jest singielką”. Już zapamiętałam wszystkie jego wymówki.

„Ale ona ma własne mieszkanie? Czemu nie może tam wrócić?”

„Podoba im się, że wciąż trwają remonty” – prychnęła Kristina. „Przypadkiem podsłuchałam jej rozmowę z sąsiadką. Nie ma żadnych remontów i nigdy ich nie było! Ona to po prostu wymyśliła, żeby móc z nami mieszkać”.

Marina pokręciła głową.

– A co zamierzasz zrobić?

„Nie wiem. Czasami myślę, że łatwiej jest po prostu spakować rzeczy i wyjechać.”

W domu Christinę czekała niespodzianka: salon był wypełniony pudełkami i walizkami.

„Co to jest?” zapytała Romę, który siedział na krześle i przeglądał coś na swoim laptopie.

„Och, już wróciłaś?” Spojrzał w górę. „To rzeczy mamy. Uznała, że ​​nie ma sensu ciągle tam chodzić. Łatwiej będzie jej przynieść wszystko, czego potrzebuje, tutaj”.

Christina poczuła, że ​​zapiera jej dech w piersiach.

— Wszystko, co potrzebne? Roma, o czym ty mówisz? Czy ona planuje zamieszkać z nami na stałe?

W tym momencie Wioleta Władimirowna wyszła z sypialni w nowym szlafroku.

– Och, Krystynko! Czekaliśmy na ciebie. Obiad dawno wystygł.

„Violetta Władimirowna, co się dzieje?” Kristina wskazała na pudła. „Po co przyniosłaś tyle rzeczy?”

„Dlaczego?” – uśmiechnęła się teściowa. „Teraz będę mieszkać z tobą”.

„Co?” Christina zwróciła wzrok na męża. „Roma, czy to prawda?”

Roman podniósł się z krzesła, a na jego twarzy pojawił się zdecydowany wyraz.

„Tak, Chris. Twoja mama i ja wszystko omówiliśmy. W jej wieku trudno jest mieszkać samemu w tak dużym mieszkaniu. A mamy wolny pokój.”

„Ale… ale to jest tymczasowe, prawda?” Głos Christiny był pełen desperacji. „Dopóki nie znajdzie czegoś mniejszego, albo…”

„Nie, Chris” – powiedział stanowczo Roman. „Mama zamieszka z nami. Już jej pomogłem wynająć mieszkanie małżeństwu na dłuższy okres”.

Violetta uśmiechnęła się triumfalnie.

„Jacy mili młodzi ludzie! I z dzieckiem. Zupełnie jak ty, kiedy po raz pierwszy się pobraliście”.

Kristina poczuła, jak grunt pod jej stopami drży. Wszystko działo się za jej plecami. Nikt jej nawet nie zapytał, czy chce mieszkać pod jednym dachem z teściową.

„Roma, czy mogę z tobą porozmawiać na osobności?” Jej głos drżał od tłumionego gniewu.

„Oczywiście” – zwrócił się do matki. „Mamo, daj nam kilka minut, dobrze?”

Violetta skinęła głową i poszła do kuchni, ale Christina była pewna, że ​​słuchała każdego jej słowa.

„Roma, jak mogłaś?” syknęła Kristina, gdy tylko zostały same. „To moje mieszkanie! Kupiłam je przed ślubem! Nie masz prawa zapraszać tu nikogo bez mojej zgody!”

Roman skrzyżował ramiona na piersi.

„Nieważne, czyje to mieszkanie, najważniejsze, żeby mama tu mieszkała tak długo, jak będzie chciała – bo ja tak zdecydowałam”.

Christina wpatrywała się w niego szeroko otwartymi oczami. To nie był Rzymianin, którego znała przez te wszystkie lata. Nie ten łagodny, wyrozumiały mężczyzna, który zawsze brał pod uwagę jej zdanie. Stała przed nią zupełnie inna osoba.