„A to są rzeczy twoje i twojej mamy, wyprowadzasz się” – uradowana żona postawiła przed mężem dwie duże walizki.

Natalia stała przy oknie, obserwując, jak jej mąż, Aleksiej, i jego matka wysiadają z windy z ciężkimi torbami zakupów. Rozmawiali o czymś, a gesty teściowej jasno wskazywały, że znowu mówią o niej. Lidia Pietrowna machnęła ręką w stronę ich mieszkania na trzecim piętrze, pokręciła głową i zacisnęła usta – klasyczny zestaw mimiki, którą Natalia nauczyła się czytać jak z otwartej księgi przez siedem lat małżeństwa.

Kiedy się pobrali, wszystko wydawało się prostsze. Aleksiej był uważny i romantyczny; mogli rozmawiać godzinami o wszystkim. Jego matka również początkowo trzymała się na dystans, ograniczając się do uprzejmych wizyt w święta. Stopniowo jednak Lidia Pietrowna zaczęła pojawiać się coraz częściej.

Na początku pomagała w remoncie mieszkania – w końcu Natalia pracowała do późna w agencji marketingowej, a „młoda para potrzebowała wsparcia”. Potem zaczęła gotować im obiady, bo „Natasza była taka zmęczona, gdzie miałaby gotować?”. Potem zaczęła udzielać porad dotyczących prowadzenia domu, wyboru mebli i planowania wakacji. A od sześciu miesięcy wprowadziła się nawet „tymczasowo” do ich salonu, ponieważ w jej budynku trwa wymiana systemu ogrzewania.

„Alosza, twoja żona znowu późno wróciła z domu” – dobiegł z korytarza głos Lidiji Pietrowny. „Normalne kobiety prowadzą dom, a nie kręcą się po biurach. A ta…”

Natalia odsunęła się od okna, nie chcąc słuchać dalszych komentarzy. Wiedziała, że ​​wkrótce usłyszy kolejną falę aluzji o jej „błędach”. Za dużo pracowała, za mało czasu spędzała w domu, ubierała się nieodpowiednio i spotykała się z podejrzanymi ludźmi.

Drzwi zatrzasnęły się i Aleksiej z teściową weszli do mieszkania.

„Dzień dobry” – Natalia wyszła na korytarz, próbując udawać, że jest w dobrym humorze.

„O, idzie nasza pracowita robotnica” – Lidia Pietrowna nawet na nią nie spojrzała, zajęta rozpakowywaniem walizek. „Alosza, pomóż mi zanieść wszystko do kuchni. Niektórzy z was nawet palcem nie kiwną”.

Aleksiej rzucił przepraszające spojrzenie żonie i w milczeniu podniósł torby. Zawsze milczał, gdy matka zaczynała ataki. Po prostu udawał, że nie słyszy, albo zmieniał temat.

„Jak tam w pracy?” zapytał, przechodząc obok.

– Dobrze. A ty?

— Jestem bardzo zmęczony. Teraz zjem i pójdę do telewizora.

I rzeczywiście, pół godziny później Aleksiej siedział już na krześle przed telewizorem z puszką piwa w ręku, przeskakując po kanałach. Lidia Pietrowna krzątała się w kuchni, od czasu do czasu rzucając uwagi o tym, jak żyć godnie i co robią „normalne żony”.

Natalia poszła do sypialni i usiadła przy komputerze. Musiała dokończyć prezentację na spotkanie następnego dnia, ale nie mogła się skupić. Telewizor grał przez ścianę, naczynia brzęczały w kuchni, a w jej głowie krążyły te same myśli: „Kiedy to wszystko się skończy? Kiedy przestanę być gościem we własnym mieszkaniu?”.

Następnego dnia po pracy Natalia postanowiła wstąpić do sklepu spożywczego niedaleko domu. W kolejce do kasy stanął przed nią nieznajomy, niosąc karton mleka i trochę chleba. Kiedy nadeszła ich kolej, kasjer oznajmił, że terminal płatniczy jest zamknięty i można płacić tylko gotówką.

„Mam tylko mapę” – powiedział zdezorientowany mężczyzna.

„Mam gotówkę” – Natalia wyciągnęła pieniądze. „Zapłacę”.

– Dziękuję bardzo, ale nie mogę przyjąć…

„To nic, takie drobiazgi. Mleko i chleb to nie mercedes”.

Mężczyzna nieśmiało się uśmiechnął:

— To na pewno zwrócę. Mieszkam w sąsiednim budynku, mieszkanie 45.

– Natalia, mieszkanie 38.

– Igor. Dziękuję bardzo.

Wyszli razem ze sklepu, a Igor odprowadził ją do wejścia. Okazało się, że wprowadził się miesiąc temu, pracował w firmie informatycznej i mieszkał sam.

„A tak przy okazji” – wspominała Natalia – „czy to nie ty palisz na balkonie? Dym wpada nam do okien”.

Igor był zawstydzony:

– Tak, to ja. Przepraszam, nie pomyślałem o tym. Więcej tego nie zrobię.

– To nie jest straszne, po prostu nie znoszę dymu tytoniowego.

Pożegnali się i Natalia poszła na górę. Czekała ją znajoma scena: Aleksiej na krześle przed telewizorem, Lidia Pietrowna w kuchni z niezadowoloną miną.

„Gdzie byłaś?” zapytał mąż, nie odrywając wzroku od ekranu.

— Byłem w sklepie.

„Znowu włóczysz się po sklepach” – mruknęła teściowa. „W domu jest mnóstwo pracy, a ona się dobrze bawi”.

Natalia nie odpowiedziała. Poszła do sypialni i położyła się, wpatrując się w sufit. Kiedyś marzyła o ciepłej, przytulnej rodzinie o wspólnych zainteresowaniach i planach. Zamiast tego znalazła się z trzema obcymi ludźmi w jednym mieszkaniu.

Kilka dni później, wracając z pracy, spotkała Igora przy skrzynkach pocztowych.

„O, cześć!” – uśmiechnął się radośnie. „Właśnie miałem wpaść zapłacić za mleko”.

– Zapomnij już o tym mleku.

– W takim razie pozwól, że zaproszę cię na kawę jako wyraz mojej wdzięczności.

Natalia chciała odmówić, ale potem pomyślała: dlaczego właściwie? Ten sam obraz czeka ją w domu: mąż na krześle, teściowa w kuchni, narzekająca.

– Dobrze, ale nie na długo.

Poszli do małej kawiarni niedaleko domu. Igor okazał się ciekawym rozmówcą – rozmawiał o książkach, podróżach i pracy. Okazało się, że oboje uwielbiali kryminały Agathy Christie i science fiction braci Strugackich.

„Uprawiasz jakiś sport?” – zapytał. „Niedawno zacząłem uprawiać chód sportowy i w weekendy chodzę do Parku Sokolniki”.

— Tak, ja też czasami chodzę. Tylko sama. Mój mąż nie lubi aktywnego wypoczynku.

Igor skinął głową, nie pytając o szczegóły. Rozmawiali prawie dwie godziny i Natalia nagle zdała sobie sprawę, że od dawna nie cieszyła się tak rozmową.

W domu spotkał ją niezadowolony Aleksiej:

— Gdzie byłeś? Mama zrobiła obiad, ale ciebie tu nie ma.

— Byłem w kawiarni.

– Z kim?

— Z sąsiadem z mieszkania nr 45. Poznaliśmy się w sklepie.

Lidia Pietrowna wyjrzała z kuchni:

— No więc chodzimy do kawiarni z sąsiadami. A mój mąż siedzi w domu głodny.