– Porozmawiamy później, kotku.
Krewni odeszli wściekli. Galina Pietrowna głośno szlochała, Witka groziła, że „załatwi sprawy po męsku”, a Ałła mamrotała coś o karmie.
Gdy drzwi zamknęły się za nimi, Ola usiadła na podłodze w korytarzu.
— Czy naprawdę złożyłeś dokumenty?
— Miesiąc temu. Chciałem zrobić Katii niespodziankę na urodziny.
— A co jeśli byłbym przeciw?
– Nie byłbyś. Znam cię.
Katya podeszła i usiadła obok mnie:
– Mamo, czy mogę nazwać wujka Andrzeja tatą?
— Zapytaj go.
– Móc?
Andriej zsunął się na podłogę obok nich:
– Będę szczęśliwy.
Siedzieli we trójkę na podłodze. Na zewnątrz zaczynał padać deszcz. Barszcz na piecu dawno wystygł.
„Wiesz, co jest najzabawniejsze?” Ola zwróciła się do męża. „Twoja matka miała rację”.
– W czym?
„Naprawdę rzuciłem na ciebie urok. W przeciwnym razie, po co ty, normalny facet, miałbyś wiązać się z rozwódką z dzieckiem?”
„Jesteś głupia” – Andriej ją przytulił. „Zaczarowałem cię. Patrz, nawet ukradłem ci córkę”.
Katya zachichotała.
Tydzień później Galina Pietrowna wysłała wiadomość: „Czy mogę przyjść? Sama. Chcę porozmawiać. I poznać moją wnuczkę. Naprawdę”.
Ola pokazała wiadomość Andriejowi.
„Twoja decyzja” – powiedział.
„Niech przyjdzie. Ale jeśli powie choć słowo…”
– Tak, wiem.
Odpowiedziała: „Przyjdź w sobotę. Na barszcz. Bez fasoli”.