Alina przez dłuższą chwilę przyglądała się zaproszeniu na WhatsAppie.
„Spotkajmy się jak dorośli. Porozmawiajmy. Tylko bez histerii. Dimka.”
Chciała usunąć wiadomość. Wszystko już było ustalone: rozwód, podział majątku, mieszkanie było jej – na szczęście papierkowa robota była w porządku. Ale coś w niej pękło. Może naprawdę chciała zawrzeć pokój?
„Dobra” – westchnęła. „Jeszcze raz”.
Restauracja była droga, ale przytulna. Dmitrij siedział już przy stoliku przy oknie, obok niego siedziała jego matka Galina. Na widok Aliny uśmiechnął się nienaturalnie.
„O, jest tutaj!” wykrzyknął, jakby nie widzieli się pięć minut, a nie sześć miesięcy.
„Dzień dobry” odpowiedziała sucho Alina, siadając na krześle.
Galina Iwanowna natychmiast nalała jej wina i rzekła słodkim głosem:
– No, wreszcie! Myśleliśmy, że będziesz wiecznie zdenerwowany.
„Za późno, żebym się obraziła” – Alina odsunęła szklankę. „Dlaczego mnie zaprosiłeś?”
Dmitrij wymienił spojrzenia z matką, po czym delikatnie położył swoją dłoń na jej dłoni.
„Alina, jesteśmy rodziną. Tak, były błędy, ale…”
„Błędy?” Cofnęła gwałtownie rękę. „Nazywasz oszukiwanie „błędem”?”
Galina udawała, że kaszle.
„No, daj spokój, Alinoczka… Wszyscy mężczyźni tacy są. Najważniejsze, że Dimka to zrozumiał.”
„Zrozumiałeś?” Alina się zaśmiała. „Przyprowadził tę… jak jej tam… Lenkę do naszej sypialni!”
„To była jednorazowa sytuacja!” – Dmitrij nagle zmarszczył brwi. „Zamierzasz mi o tym przypominać do końca życia?”
„Nie” – Alina upiła łyk wody, starając się nie drżeć. „Bo nie mamy już wspólnego życia”.
Galina gwałtownie odstawiła szklankę.
— Zawsze tak jest! Nawet nie próbujesz zrozumieć swojego syna!
„Mamo, nie” – Dmitrij udawał, że ją uspokaja, ale w jego oczach widać było irytację.
Alina wyczuła haczyk. Coś knuli.
„Dobrze” – wzięła torbę. „Jeśli znowu mnie tu wezwałeś, żeby go usprawiedliwić, zmarnowałeś czas”.
„Czekaj!” Dmitrij nagle złapał ją za nadgarstek. „My… chcemy ci dać wybór”.
— Jakie inne wyjście?
„Mieszkanie” – syknęła Galina. „Od początku było nasze!”
Alina zamarła.
– Co?
„Mama w nią zainwestowała!” – powiedział szybko Dmitrij, jakby recytował wyuczony na pamięć tekst. „A ty dopiero co się zarejestrowałeś. Nie róbmy zamieszania… Jesteśmy gotowi to zrekompensować”.
Alina powoli wstała.
— Czy ty… czy mówisz poważnie?
„Oczywiście!” Galina się uśmiechnęła. „Nie jesteśmy zwierzętami”.
„Tak” – Alina zaśmiała się ostro. „Więc uznałeś, że skoro mój mąż mnie zdradził, powinnam oddać też mieszkanie?”
„Nie rozumiesz!” Dmitrij nagle uderzył pięścią w stół. „To nasza własność!”
Cisza.
Alina powoli wypuściła powietrze, patrząc im w oczy.
– Dobrze. Jeśli tak jest…
Wyjęła telefon i włączyła dyktafon.
— Powtórz. Czyje to mieszkanie?
Galina zbladła.
– Czy ty to zapisujesz?!
— Tak. Żebyśmy mieli coś do pokazania później w sądzie.
Dmitrij podskoczył, ale Alina już ruszyła w stronę wyjścia.
— To już koniec, moi drodzy. Ta rozmowa dobiegła końca.
Wyszła na ulicę trzęsąc się ze złości.
“No więc to tyle…”
Teraz była już pewna – wojna się rozpoczęła.
Deszcz bębnił o parapet, gdy Alina wróciła do domu. Ręce wciąż jej się trzęsły – nie mogła uwierzyć w śmiałość Dmitrija i jego matki.
„Ich mieszkanie? Serio?” – mruknęła, trzaskając drzwiami.
Rzuciła torbę na sofę i sięgnęła po herbatę. Musiała się uspokoić. Ale jej myśli krążyły wokół jednego: „Oni coś knują. I najwyraźniej nie tylko przypomnieli sobie o mieszkaniu”.
Herbata była gorzka. Alina skrzywiła się i podeszła do stołu – może chociaż znajdzie jakieś ciasteczka. Otworzyła szufladę i wyjęła teczkę z dokumentami.
– Gówno…
Papiery rozsypały się po podłodze. Zaczęła je zbierać, przeklinając, gdy nagle zauważyła czyjąś kartkę.
– Co to jest?
Zgrabny formularz, wydrukowany na dobrym papierze. U góry widnieje złowieszczy tytuł: „Umowa darowizny”.
Serce mi się ścisnęło.
– Nie może być…
Szybko przejrzała tekst. Wszystko było jasne: „Ja, Alina Siergiejewna Kowalewa, dobrowolnie przekazuję swoje mieszkanie pod adresem…” Galinie Iwanownie Mironowej.
Podpis należał do niej. Dokładna kopia.
– Co do cholery?!
Jej dłonie zaczęły drżeć jeszcze mocniej. Przewróciła stronę – na odwrocie widniały niedbale napisane notatki: „Świadkowie – Pietrow i Sidorowa. Data – 15 listopada. Notariusz – Łarina”.
Alina zerwała się gwałtownie, niemal przewracając krzesło.
– Podrabiają dokumenty!
Natychmiast przypomniała sobie spojrzenie Dmitrija na nią przy kolacji – tę fałszywą presję. Teraz wszystko było jasne: chcieli odebrać mieszkanie drogą sądową, przedstawiając ją jako idiotkę, która „sama mi je oddała, a teraz zmieniła zdanie”.
– Nie, dranie… tak łatwo to nie zadziała.
Chwyciła telefon i zrobiła zdjęcie umowy. Potem weszła do internetu – pilnie potrzebowała prawnika.
W tym momencie zadzwonił telefon. Nieznany numer.
– Cześć?
„Alina Siergiejewna?” – głos kobiety brzmiał oficjalnie. „To kancelaria notarialna Lariny. Przypominamy o umówionym terminie poświadczenia dokumentów jutro o 14:00”.
Alina zamarła.
— Jakie dokumenty?
— Akt darowizny. Wniosek złożyłeś sam.
– Niczego nie przesłałem!
Linie na drugim końcu były zablokowane.
„To dziwne… Wszystko mamy sformalizowane. Twój mąż osobiście przyniósł twoje dane paszportowe”.
„Mój mąż?!”. Głos Aliny podniósł się do krzyku. „Rozwiedliśmy się!”
„Och…” Na linii zapadła niezręczna cisza. „Więc… może to pomyłka”.
„Jaki błąd?!” Alina prawie straciła panowanie nad sobą. „To oszustwo!”
Rozłączyła się i ze złością rzuciła telefon na kanapę.
Teraz wszystko było jasne. Nie chcieli tylko mieszkania – już zaczęli działać.
– Dobrze… jeśli tak, to wojna będzie brudna.
Alina podeszła do szafy i wyjęła stary dyktafon. Nacisnęła przycisk odtwarzania.
Z głośnika dobiegł głos Dmitrija:
„Komu jesteś potrzebny beze mnie? Mieszkanie jest moje i musisz je oddać. Albo wciągnę cię w tyle procesów, że uciekniesz!”
Nagranie zostało zrobione podczas ich ostatniej kłótni. Zachowała je tak po prostu… na wszelki wypadek.
Teraz nadarzyła się taka „szansa”.
„Mój drogi były…” Alina uśmiechnęła się bez cienia ciepła. „Chciałeś wojny? Dostaniesz ją”.
Jutro miała iść do prawnika. A teraz miała przy sobie broń.
Kancelaria prawnicza Mariny Semenovej mieściła się w starym centrum biznesowym. Winda skrzypiała, wjeżdżając na piąte piętro, a Alina nerwowo bawiła się torebką. W środku znajdowały się zdjęcia sfałszowanego kontraktu i dyktafon z nagraniem gróźb.
– Wejdź, usiądź.
Marina Siemionowna okazała się kobietą około pięćdziesiątki o bystrym spojrzeniu. Uważnie przeglądała dokumenty, od czasu do czasu marszcząc brwi.
— Więc… Akt darowizny, rzekomo podpisany przez ciebie. Notariusz Larina… Ciekawe.
„Chcą odebrać mieszkanie przez sąd” – głos Aliny zadrżał. „Zrobili nawet akt notarialny na moje nazwisko!”
— Bez twojej obecności?
— Tak! Mój były mąż przyniósł jakieś papiery i powiedział, że prosiłam go, żeby je przygotował.
Prawnik powoli pokręciła głową.
– Odważne. Bardzo odważne.
Odłożyła papiery i sięgnęła po dyktafon.
– A co to jest?
— Nagranie, na którym Dmitrij mi grozi. Mówi, że „mieszkanie jest jego”.
— Włącz to.
Alina nacisnęła przycisk. W pokoju rozległ się szorstki i gniewny głos Dmitrija:
Myślisz, że sąd ci pomoże? Sam cię poprowadzę przez wszystkie sądy! Mieszkanie jest moje i ty się do tego przyznajesz. Czy chcesz, żeby wszyscy wiedzieli, jaka z ciebie suka?
Marina Siemionowna uniosła brwi.
— Hmm… To poważna sprawa. Groźby, naciski.
— Czy można tego użyć?
„To nie tylko możliwe” – prawnik schował dyktafon do szuflady biurka. „To kluczowy dowód. Ale to samo w sobie nie wystarczy”.
Otworzyła laptopa i szybko coś napisała.
„Najpierw złożymy zawiadomienie na policji o usiłowaniu oszustwa. Po drugie, zażądamy od notariusza Lariny wszystkich dokumentów, które złożył pani mąż.”
— A co jeśli odmówią?
„Nie odmówią. Mają licencję, nie będą chcieli żadnych problemów”.
Alina poczuła, jak w jej wnętrzu zapala się iskierka nadziei.