„Naprawdę myślałaś, kochanie, że ty i twoja matka będziecie w stanie odebrać mi mieszkanie?” Spojrzałam na mojego byłego męża ze zdziwieniem.

— I… co dalej?

„Teraz zaczyna się najciekawsza część” – prawnik uśmiechnął się bez cienia ciepła. „Składamy pozew wzajemny. Nie tylko kwestionujemy tę „umowę darowizny”, ale także domagamy się odszkodowania za straty moralne”.

— Myślisz, że to zadziała?

— Jeśli wszystko jest zrobione jak należy, to tak. Czy ma pani coś jeszcze przeciwko mężowi? Jakieś fakty, dowody?

Alina się nad tym zastanowiła.

– Jest jedna rzecz…

Wyjęła telefon i otworzyła galerię. Przewinęła na sam dół, gdzie rzadko zaglądała.

– Tutaj.

Na ekranie pojawiło się zdjęcie Dmitrija obejmującego młodą kobietę. Zdjęcie zrobiono miesiąc przed ich rozwodem.

— Czy to ta sama Lena?

– Tak. Zdjęcie zostało zrobione w naszej sypialni.

Marina Siemionowna uważnie przyjrzała się zdjęciu.

„Doskonale. To dowodzi, że zdradził cię jeszcze przed rozwodem. To będzie miało dla nas znaczenie w sądzie”.

Alina wzięła głęboki oddech.

— Więc… mamy szansę?

— Więcej niż szansa. Mamy plan.

Prawnik wziął notatnik i zaczął szybko zapisywać.

— Jutro idziemy na policję. Potem do notariusza. A potem…

Spojrzała Alinie prosto w oczy.

– Wtedy zaczynamy wojnę.

Poranek rozpoczął się od nieprzyjemnego telefonu. Alina, wciąż na wpół rozbudzona, instynktownie sięgnęła po telefon.

– Cześć?

„Tu kancelaria notarialna Lariny. Przypominamy, że dzisiaj o 14:00 macie…”

Alina gwałtownie usiadła na łóżku.

— Mówiłem ci wczoraj, że nic nie nagrałem!

„Mamy twoje zeznania” – głos w telefonie stał się chłodniejszy. „Jeśli twoje plany się zmieniły…”

„Jakie oświadczenie?!” Alina już krzyczała. „To oszustwo! Zgłaszam to na policję!”

Rzuciła telefon na łóżko. Drżącymi rękami nalała sobie kawy, ale nie mogła jej wypić – w ustach miała tak sucho. Głowa jej pękała: „Oni już wszystko przygotowali. Są pewni zwycięstwa”.

O 10 rano spotkała Marinę Siemionowną przed komisariatem policji. Prawniczka wyglądała świeżo i profesjonalnie, trzymając grubą teczkę.

— Przygotowałem dokumenty. Chodźmy napisać wniosek.

Szybko zostali wpuszczeni na komisariat. Śledczy, starszy mężczyzna o zmęczonych oczach, dokładnie zbadał materiały.

— Fałszowanie dokumentów… Poważne oskarżenie. Masz jakieś dowody?

„Oto zdjęcie umowy, którą znalazłam w domu” – Alina podała wydruk. „Oraz nagranie rozmowy z notariuszem”.

Śledczy skinął głową.

— Załatwimy to. Ale będziesz musiał przyjść do notariusza, żeby oficjalnie odrzucić swój podpis.

„Pójdziemy dzisiaj” – stanowczo stwierdziła Marina Siemionowna.

Kancelaria notarialna Lariny okazała się luksusowym biurem w centrum miasta. Kryształowe żyrandole, drogie meble – wszystko emanowało dobrobytem. Przy biurku siedziała zadbana kobieta w wieku około czterdziestu pięciu lat – sama Larina.

„Ach, nadchodzi nasz klient” – powiedziała, rzucając Alinę lodowate spojrzenie. „Już słyszałam o twoich… skargach”.

„Moja klientka nie podpisała żadnych dokumentów” – oświadczyła jasno Marina Siemionowna. „Żądamy, aby dostarczyła wszystkie dokumenty złożone przez Dmitrija Kowaliowa”.

Larina uśmiechnęła się powoli.

„Wszystko jest legalnie załatwione. Oto wniosek, oto kopia paszportu…”

Alina spojrzała na papiery i zamarła.

– To podróbka! Mój paszport nigdy tak nie wyglądał!

Rzeczywiście, obraz na kserokopiarce był niewyraźny i dane były ledwo czytelne.

„A ten podpis nie jest mój!” – powiedziała Alina, a jej ręce drżały, gdy wyciągała paszport. „Proszę, porównaj!”

Larina zmarszczyła brwi. Wzięła oba dokumenty i długo je porównywała.

„To dziwne…” powiedziała w końcu. „Naprawdę są rozbieżności”.

„Dziwne?” – wybuchnęła Alina. „To przestępstwo! Chciałeś poświadczyć fałszerstwo!”

„Uspokój się” – Larina nagle zmieniła ton. „Oczywiście, nie mogłam wiedzieć… Twój mąż dostarczył wszystkie dokumenty, powiedział, że jesteś chora i nie możesz przyjechać osobiście…”

„Nie ma co kłamać!” – przerwała Marina Siemionowna. „Składamy skargę do izby notarialnej. A tak przy okazji” – wyciągnęła dyktafon – „ta rozmowa jest nagrywana”.

Larina zbladła.

— Poczekaj… Nie popadajmy w skrajności. Anuluję ten wpis i zniszczę dokumenty…

„Za późno” – powiedziała chłodno Alina. „Stałeś się wspólnikiem oszustwa”.

Kiedy wyszli z biura, Alina wzięła głęboki oddech.

— Czy wygraliśmy?

„To dopiero początek” – ostrzegł prawnik. „Teraz Dmitrij wie, że znasz jego plany. Przygotuj się na kolejne ataki”.

Jakby na potwierdzenie jej słów, zadzwonił telefon. Nieznany numer.

– Cześć?

„Alina Siergiejewna?” – męski głos. „To firma zarządzająca. Masz duże zaległości w rachunkach za media. Jeśli w ciągu trzech dni…”

Alina zakończyła rozmowę.

„Już się zaczęło” – wyszeptała.

Marina Siemionowna ponuro skinęła głową.

„Próbują na ciebie naciskać. Nie reaguj. Jutro złożymy pozew.”

Alina spojrzała na szare niebo. Zapowiadało się, że będzie padać.

– Dobrze. Niech wojna trwa.

Alinę obudził uporczywy dźwięk dzwonka do drzwi. Była 7:30 rano – wyjątkowo wcześnie jak na nią po nieprzespanej nocy. Narzuciła szlafrok i podeszła do wizjera.

– Kto tam?

— Otwierajcie, policja!

Za drzwiami stali dwaj mężczyźni w mundurach. Alina odruchowo wyprostowała potargane włosy i otworzyła drzwi.

— Alina Kowalewa? Chcę z tobą porozmawiać.

Wpuściła ich do mieszkania, serce waliło jej jak młotem. Starszy, krępy porucznik wyciągnął notes.

— Otrzymałeś raport od Dmitrija Kowaliowa. O groźbach śmierci.

„Co?!” Alina chwyciła się oparcia krzesła. „To bzdura!”

„Mamy nagranie audio” – powiedziała młoda policjantka, wyciągając dyktafon. Jej głos, zniekształcony przez zakłócenia, był słyszalny: „Zabiję cię, draniu! Umrzesz mi!”

Alina zbladła.

– To podróbka! Nigdy tego nie powiedziałem!

„Zgłoszenie zostało złożone” – powiedział sucho porucznik. „Prosimy o stawienie się i złożenie wyjaśnień. Termin upływa dzisiaj o godzinie 14:00”.

Po odejściu policji Alina rozpaczliwie zadzwoniła do Mariny Siemionownej. Ta słuchała i głośno wypuszczała powietrze.

— Klasyka. Ubiegli nas. Przyjdź natychmiast do biura.

W drodze do prawnika zadzwonił szef Aliny.

— Alina, przyjdź do mnie. Pilnie.

W biurze szef unikał jej wzroku.

— Zmniejszamy zatrudnienie. Jesteś na liście.

— Ale dlaczego ja? Mam najlepsze wyniki w całym dziale!

„Decyzja zarządu” – wzruszył ramionami. „A tak przy okazji… ktoś z banku do ciebie dzwonił. Prosili, żebym ci powiedział, że to pilne”.

Alina wyszła, czując, jak grunt pod jej stopami się zmienia. Bank poinformował ją, że z powodu „zmiany jej zdolności kredytowej” musi spłacić pożyczkę – 1,2 miliona rubli – przed terminem.