W gabinecie adwokata Marina Siemionowna słuchała uważnie i robiła notatki.
„Policja, praca, bank… Atakują ze wszystkich stron. To nie jest spontaniczne – jest jasny plan”.
„Co mam zrobić?” Głos Aliny drżał.
„Po pierwsze, składamy skargę dotyczącą sfałszowania dowodów. Na tym nagraniu będą ślady cyfrowe. Po drugie” – prawnik uniósł palec – „musimy znaleźć osobę stojącą za twoim zwolnieniem”.
– Jak?
„Dmitrij nie mógł wszystkiego zorganizować sam. Ma znajomości”.
W tym momencie do biura weszła sekretarka.
— Dali ci paczkę.
Alina rozłożyła kopertę. W środku było zdjęcie: drzwi jej mieszkania z napisem „WYPADAJ Z NASZEGO DOMU!” nabazgranym czerwoną farbą.
„Dość!” Alina podskoczyła, ściskając zdjęcie. „Składam pozew wzajemny! Przeciwko mężowi i jego matce!”
Marina Siemionowna skinęła głową.
„Dobrze. Ale najpierw…” Otworzyła laptopa, „sprawdźmy, kto jest prawdziwym właścicielem twojego mieszkania”.
Po dziesięciu minutach napiętego oczekiwania nadeszła odpowiedź od Rosreestra. Alina wpatrywała się w ekran z przerażeniem.
– Nie może być…
Okazuje się, że wniosek o przeniesienie własności został złożony tydzień wcześniej. Jako powód podano „zagubioną umowę kupna z prawem odkupu”.
„To oszustwo!” krzyknęła Alina. „Sama kupiłam to mieszkanie, bez żadnego okupu!”
„Spokojnie” – prawniczka położyła jej dłoń na ramieniu. „To kolejne fałszerstwo. Ale teraz mamy do czynienia z konkretnym przestępstwem – oszustwem na wyjątkowo dużą skalę”.
Wybrała numer.
— Halo, Wydział Przestępstw Gospodarczych? Mam klienta, który chce złożyć doniesienie…
Alina wyjrzała przez okno, gdzie zaczęła mżyć mżawka. Po raz pierwszy od kilku dni nie czuła strachu, lecz zimną wściekłość.
„Grają dobrze” – wyszeptała. „Ale dopiero zaczynam odpowiadać”.
Deszcz bił o szyby w gabinecie śledczego. Alina wierciła się na twardym krześle, wpatrując się w wyblakłą tabliczkę z napisem „Starszy porucznik Wołkow”. Drzwi się otworzyły i wszedł zmęczony mężczyzna z teczką w ręku.
— Kovaleva? Twoje podanie zostało przyjęte. Ale są pewne niuanse.
Usiadł naprzeciwko, odchylając się na krześle.
„Twój mąż przedstawił przekonujące dowody. Oto” – otworzył teczkę – „wydruk korespondencji, w której grozisz jemu i jego matce”.
Alina gwałtownie podskoczyła.
– To podróbka! Nigdy…
„Usiądź!” – śledczy uderzył pięścią w stół. „Załatwimy to. Pokaż mi swój telefon”.
W milczeniu podała mu smartfon. Volkov podłączył go do laptopa.
„Hmm… Ciekawe. Te wiadomości rzeczywiście zniknęły z historii. Ale to niczego nie dowodzi – mogły zostać usunięte”.
„Mogli w ogóle tego nie wysłać!” Alina zacisnęła pięści. „Sprawdź adresy IP i godzinę wysłania!”
Śledczy uniósł brwi.
„Czy możesz to rozgryźć? Dobrze, przekażemy to do zbadania. Ale pamiętaj – dopóki trwa śledztwo, skarga o groźby pozostaje aktualna. Nie wolno ci zbliżać się do męża ani jego matki”.
Alina wyszła z komisariatu, czując, jak w niej płonie gniew. Zadzwoniła do Mariny Siemionowny, ale ta nie odebrała. Postanowiła więc wrócić do domu pieszo – żeby ochłonąć.
Niedaleko starego parku zawołała ją nieznajoma kobieta.
— Alina? To ty?
Odwracając się, zobaczyła szczupłą blondynkę w długim płaszczu. Twarz wydawała się znajoma.
— Czy my się znamy?
„Jestem Lena. Tylko nie ta z…” – kobieta uśmiechnęła się nerwowo. „Jestem pierwszą żoną Dmitrija. Natalią.”
Alina zamarła. Przed jej oczami pojawiły się stare fotografie, które kiedyś widziała.
— Czego potrzebujesz?
— Mów. Wiem, co on ci robi. Mnie spotkało to samo.
Weszli do najbliższej kawiarni. Natalia drżącymi rękami rozłożyła serwetkę.
„Kiedy się rozwodziliśmy, próbował odebrać mi dziecko. Powiedział, że jestem złą matką. Proces trwał sześć miesięcy”.
– Dlaczego mówisz mi to dopiero teraz?
„Bo widziałam wiadomości” – powiedziała Natalia, wyciągając telefon. Na ekranie widniał post z lokalnej grupy w mediach społecznościowych: „Psychopatyczna kobieta grozi swojemu byłemu mężowi”.
Alina przełknęła ślinę. Jej zdjęcie z podpisem „poszukiwana” zbierało już setki polubień.
– Boże… Jak szybko…
„Ma znajomości w redakcji” – Natalia nachyliła się bliżej. „Słuchaj, mogę pomóc. Mam nagrania audio, na których mi grozi. I jeszcze coś…”
Wyciągnęła z torebki kopertę. W środku znajdował się dowód przelewu bankowego – 50 000 rubli od Dmitrija na konto notarialne Lariny.
„To łapówka. Żeby mogła fałszować dokumenty w naszej sprawie”.
Alina spojrzała na kartkę i nie uwierzyła własnym oczom.
— Dlaczego nie użyłeś tego wcześniej?
„Bałam się. Mam syna. Ale teraz…” Natalia wzięła głęboki oddech, „teraz rozumiem, że on nie cofnie się przed niczym”.
Umówili się na spotkanie następnego dnia u Mariny Siemionowny. Wychodząc z kawiarni, Alina poczuła pierwszy promyk nadziei. Ale wtedy zawibrował jej telefon. Nieznany numer.
– Cześć?
„Twój sąsiad” – syknął kobiecy głos. „Powinieneś sprawdzić skrzynkę pocztową. Jest taka… brrr”.
Alina pobiegła do domu. W skrzynce na listy było pudełko. Kiedy je otworzyła, zobaczyła martwego szczura i kartkę: „Ty będziesz następny”.
Jej ręce zaczęły drżeć, ale tym razem nie ze strachu. Wyjęła telefon i zrobiła zdjęcie „prezentu”. Potem wybrała numer Natalii.
Mówiłeś, że masz nagrania? Przynieś je wszystkie. Jutro idziemy na policję. I tym razem nie będą mogli udawać, że nic się nie dzieje.
Alina nie zmrużyła oka tej nocy. Usiadła przy oknie, patrząc na ciemną ulicę i sporządziła listę. Listę wszystkich przestępstw Dmitrija. I zdała sobie sprawę – teraz ma broń. Prawdziwą.
Sala rozpraw była pełna. Alina siedziała przy stole, ściskając teczkę z dokumentami. Obok niej siedziała Marina Siemionowna, chłodna i opanowana. Naprzeciw niej Dmitrij i jego matka siedzieli z zadowolonymi uśmiechami. Galina Iwanowna rzuciła jej pogardliwe spojrzenie, szepcząc coś synowi do ucha.
— Wstańcie, sąd zaczyna obrady!
Sędzia, kobieta około pięćdziesięcioletnia o surowym wyrazie twarzy, zajęła swoje miejsce.
— Rozpatrywana jest sprawa roszczenia Dmitrija Kowaliowa o uznanie jego prawa własności do mieszkania.
Dmitrij zrobił krok naprzód, a na jego twarzy malował się smutek.
„Wysoki Sądzie, proszę po prostu o przywrócenie sprawiedliwości. To mieszkanie zostało kupione za pieniądze mojej matki. Alina wykorzystała moje zaufanie i zarejestrowała je na swoje nazwisko”.
„To kłamstwo!” wykrzyknęła Alina, ale prawniczka spokojnie położyła dłoń na jej nadgarstku.
„Czy ma pan dowody?” zapytał sędzia.
„Oczywiście”. Dmitrij podał dokumenty. „Oto umowa kupna z prawem odkupu. I zeznania świadków”.
Sędzia przejrzał dokumenty.
— Pani Kowalewa, jakie są Pani zastrzeżenia?
Marina Siemionowna wstała.
„Wysoki Sądzie, przedstawiamy opinię biegłego grafologa. Podpis na umowie jest sfałszowany”.
Podała sędziemu grubą teczkę.
„Co więcej, mamy nagrania audio, na których pan Kowaliow grozi mojemu klientowi. Mamy też zeznania jego byłej żony”.
Galina Iwanowna zerwała się gwałtownie.
— Jaka była żona?! To prowokacja!
„Proszę usiąść!” – powiedział sędzia surowo. „Proszę kontynuować”.
Marina Siemionowna włączyła magnetofon.
Myślisz, że sąd ci pomoże? Złamię cię. Mieszkanie będzie moje, bez względu na wszystko!
Szept przebiegł przez salę. Dmitrij zbladł.
– To jest montaż!
„Badanie potwierdziło autentyczność nagrania” – powiedział spokojnie prawnik. „A to nie wszystko”.
Przedstawiła sędziemu potwierdzenie przelewu bankowego.