Ksenia weszła do mieszkania i oparła się plecami o drzwi, które właśnie zamknęła. Nie zapaliła światła w korytarzu, pozostając w półmroku. Cisza była przytłaczająca, ale to była jej cisza. Jej forteca. Powoli opuściła torby z zakupami na podłogę, dając sobie chwilę na złapanie oddechu. Była pewna, że to już wszystko na dziś. Że oni, upokorzeni i zmiażdżeni, odczołgali się, by lizać rany. Ale nie minęła minuta, gdy rozległ się zgrzyt w zamku. Metal ocierał się o metal. Klucz, którego nigdy jej nie dał.
Drzwi otworzyły się z hukiem i w progu pojawił się Dmitrij, szturchnięty od tyłu przez matkę. Jego twarz wykrzywiła się mieszaniną strachu i desperackiej determinacji. Za nim majaczyła Tamara Igoriewna, z twarzą zaczerwienioną z wściekłości i triumfu. Wtargnęli. Przekroczyli granicę.
„Więc to tyle!” syknęła Tamara Igoriewna, przepychając się i zapalając światło w korytarzu. „Myślałaś, że tak łatwo się nas pozbędziesz? To też jego dom! Jest tu zameldowany i będzie tu mieszkał!”
Dmitrij, odzyskując pozory głosu pod naciskiem matki, beknął: „Ksiusza, musimy porozmawiać. Nie możesz się tak spieszyć. Ja… Źle zrobiłem, nie mówiąc ci wszystkiego osobiście. Daj mi szansę, żebym ci to wyjaśnił”.
Stali w jej korytarzu, zakłócając jej spokój, przestrzeń. Ksenia spojrzała na nich, a zimna, wyrachowana wściekłość w jej wnętrzu zaczęła topnieć, przemieniając się w coś innego. W rozpaloną do czerwoności, płynną stal. Nie była już ofiarą. Była sędzią.
Wyprostowała się powoli, bardzo powoli. Żaden mięsień na jej twarzy nie drgnął.
„Dobrze” – powiedziała tak cicho, że musieli przerwać rozmowę, żeby ją usłyszeć. „Chcesz porozmawiać o tym, kto jest właścicielem czego? Świetny pomysł. Chodźmy na spacer”.
Nie czekając na ich reakcję, odwróciła się i weszła do salonu. Poszli za nią, zmieszani. Zatrzymała się na środku pokoju i machnęła ręką wokół niego.
— Ta sofa. Spędziłem trzy tygodnie wybierając tapicerkę. Sam pojechałem do magazynu, sprawdziłem szwy. Zapłaciłem za nią z pieniędzy, które oszczędzałem na wakacje. Twój wkład? Powiedziałeś, że szary jest praktyczny.
Poszła dalej do kuchni. Szli za nią, jakby byli na wycieczce.
„Ten zestaw kuchenny. Został zamówiony według moich projektów. Każdą szufladę zaprojektowałem sam. Rzemieślnicy go zamontowali, kiedy łowiłeś ryby z przyjaciółmi. Kupiłem ten ekspres do kawy w pracy, żeby zrealizować udany projekt. Używasz go każdego ranka.”
Jej głos pozostał spokojny, niemal bez życia. Nie rzucała oskarżeń. Stwierdzała fakty. Każdy fakt był jak młotek uderzający w gwóźdź, wbijający go w pokrywę ich wspólnej przeszłości. Zaprowadziła ich do sypialni. Świeżo pościelone łóżko wyglądało jak ołtarz w zbezczeszczonej świątyni.
— To łóżko. Zapłaciłem za materac ortopedyczny, bo bolały cię plecy. Pamiętasz?
Dmitrij milczał, a jego twarz poszarzała. Nawet duch walki Tamary Igorevny ostygł. Nie byli przygotowani na tak metodyczną, zimną destrukcję.
Ksenia podeszła do szafy i otworzyła drzwi na oścież. Po jednej stronie wisiały jej sukienki. Po drugiej jego koszule, spodnie i marynarki. Jej wzrok padł na granatowy garnitur z drogiej wełny. Jego dumę i radość. Garnitur, który zakładał na najważniejsze negocjacje, by wyglądać godnie i odnieść sukces. Garnitur kupiony za jej kartę kredytową.
Zdjęła ją z wieszaka. Kurtka i spodnie. Materiał był miękki i ciężki. Odwróciła się i bez słowa wróciła do kuchni. Patrzyli za nią bezmyślnie, niepewni, co się dzieje. Podeszła do szafki pod zlewem i otworzyła drzwiczki do kosza na śmieci. W środku były fusy po porannej kawie, skorupki jajek i puste opakowanie po serze. Podniosła kurtkę. Ostrożnie, jakby składała ją do przechowywania, złożyła ją na pół i zaczęła wpychać do kosza. Drogi materiał dotykał wilgotnych resztek ich śniadania. Nacisnęła, upychając je głębiej. Potem podniosła spodnie i zrobiła to samo. Wepchnęła je do kosza z siłą, ale bez zamieszania, aż całkowicie zniknęły pod innymi śmieciami.
Potem zamknęła pokrywę. Miękki, plastikowy dźwięk kliknięcia zabrzmiał jak wyrok śmierci w ogłuszającej ciszy.
Odwróciła się do nich. Dmitrij patrzył z przerażeniem na kosz na śmieci, jakby właśnie zakopała tam żywą istotę. Tamara Igoriewna stała tam z otwartymi ustami, bez słowa.
„Śmieci wywożone są we wtorki” – powiedziała Ksenia spokojnym, równym głosem. „Czas na ciebie”.
I w tym momencie oboje zrozumieli. Zrozumieli wszystko. Że nie ma już „nas”. Że nie ma „wspólnego domu”. Że nie ma się do czego kurczowo przywiązać. Nie wyrzuciła go po prostu. Wymazała go. Zamieniła w śmieci, które trzeba było wyrzucić.
Odwrócili się i ruszyli w stronę wyjścia. Bezszelestnie. Dmitrij nie obejrzał się. Tamara Igoriewna już nie krzyczała. Po prostu wyszli, a Ksenia zamknęła za nimi drzwi i po raz pierwszy tego dnia przekręciła zasuwkę w zamku…