Prolog: Kobieta, która śmiała się w twarz Hollywood
Penny Marshall była śmieszna. To był jej dar. Kiedy wchodziła na plan jako Laverne, z krzywym uśmiechem i beztroskim chodem, publiczność padała ze śmiechu. Przez osiem sezonów „Laverne & Shirley” było najchętniej oglądanym serialem w Ameryce. Penny była gwiazdą.
Ale w głowie miała coś więcej niż linijki z sitcomu. W głowie miała ujęcia. Miała wizje. Widziała filmy, zanim ktokolwiek je nakręcił.
Chciała reżyserować.
Problem: Hollywood lat 80. nie widziało kobiet za kamerą. Były scenarzystki, producentki, aktorki. Ale reżyserki? To było terytorium mężczyzn. Duże budżety – mężczyźni. Ekipy filmowe – mężczyźni. Decyzje – mężczyźni.
Kobiety były za słabe. Nie radziły sobie z ciężarem odpowiedzialności. Nie umiały wydawać pieniędzy. Nie potrafiły zarządzać setkami ludzi na planie.
Tak mówili.
Penny Marshall postanowiła pokazać im, jak bardzo się mylą.
Część I: Z Bronksu do Hollywood
Penny urodziła się w 1943 roku w Bronksie. Jej matka Marjorie była nauczycielką tańca. Ojciec Anthony był producentem reklam. Starszy brat Garry – późniejszy twórca kultowych seriali – był jej idolem.
Garry odniósł sukces najpierw. Tworzył „The Odd Couple”, „Happy Days”, „Laverne & Shirley”, „Mork & Mindy”. Był potentatem telewizji.
Penny szła w jego ślady – ale nie była pewna, czy to jej droga. W latach 60. i 70. grała małe role w serialach. Często słyszała: „Trochę za dużo emocji”, „Zbyt wyrazista”, „Nie jesteś typem dziewczyny obok”. Hollywood próbowało ją wtłoczyć w ramki.
Penny nie pasowała do żadnej.
W 1975 roku Garry zadzwonił do niej. „Mam dla ciebie rolę. Nazywa się Laverne. Jest robotnicą w browarze. Nosisz sweter z literą ‘L’. Będziesz śmieszna”.
Penny wzięła rolę. Reszta to historia.
Serial odniósł sukces ogromny. W pewnym momencie oglądalność sięgała 30 milionów widzów. Penny dorobiła się majątku i sławy.
Ale na planie nudziła się między ujęciami. Podglądała pracę reżyserów. Zadawała pytania. „Dlaczego to ujęcie z tego kąta?”, „Jak wybrałeś to światło?”.
Reżyserzy byli zirytowani. Aktorka nie powinna się wtrącać.
Penny Marshall zaczęła się uczyć.
Część II: „Jumpin’ Jack Flash” – nieudany start
Gdy serial się skończył w 1983 roku, Penny miała 40 lat. Wciąż chciała reżyserować. W Hollywood nikt nie chciał dać jej szansy.
Aż w 1986 roku udało jej się przekonać studio do sfinansowania „Jumpin’ Jack Flash” – komedii szpiegowskiej z Whoopi Goldberg.
Problemy zaczęły się pierwszego dnia. Penny nie miała doświadczenia w reżyserii dużego filmu, a ekipa – przyzwyczajona do męskich reżyserów – patrzyła na nią z nieufnością. Ktoś na planie powiedział: „A gdzie jest prawdziwy reżyser?”.
Penny zacisnęła zęby.
Film nie był hitem. Mieszane recenzje, średnie wyniki box office. Krytycy pisali: „Marshall nie radzi sobie z tempem akcji”. „Film jest chaotyczny”.
Mogła się poddać. Wrócić do grania. Ale Penny wyciągnęła wnioski. Wiedziała, że następnym razem zrobi lepiej.
Część III: „Big” – przełom roku 1988
Scenariusz „Big” trafił do niej w 1987 roku. Opowieść o 13-letnim chłopcu (Josh Baskin), który życzy sobie, by stać się dorosłym, i budzi się w ciele Toma Hanksa. Proste. Urocze. Trudne w realizacji.
Penny walczyła o ten projekt przez miesiące. Studio wahało się. Duży budżet (około 18 milionów dolarów). Gwiazdor (Tom Hanks). Ryzyko.
I do tego – kobieta reżyser.
„Nie wiemy, czy podołasz” – powiedział jej jeden z szefów.
„Dajcie mi szansę” – odpowiedziała.
Przekonała ich.
Plan zdjęciowy był koszmarem. Tom Hanks musiał grać dziecko w ciele dorosłego – balansując między niewinnością a komedią. Penny wymagała od niego perfekcji. Czasami robili 30 ujęć tej samej sceny. Hanks był wyczerpany, ale ufał jej.
Słynna scena na klawiszach – gdy Josh i jego szef (Robert Loggia) grają „Heart and Soul” i „Chopsticks” na ogromnym pianinie w sklepie z zabawkami – była nieimprowizowana. Nauczyli się tego układu na pamięć. Wyszła magicznie.
Film wszedł do kin w czerwcu 1988 roku.