„Wyłożyłam swoją pensję na stół. Nie powtórzę tego dwa razy”. Mój mąż postanowił wesprzeć swoją siostrę moim kosztem, ale go powstrzymałam.

„Żądam, żebyś była człowiekiem!” warknął Igor, a Swietłana skrzywiła się. „Żądam, żebyś zrozumiała, czym jest rodzina, bliscy! Ale ty myślisz tylko o sobie!”

„O sobie?” Zaśmiała się nerwowo, histerycznie. „Przez dwadzieścia lat myślałam tylko o innych! O tobie, o dzieciach, o twoich rodzicach, o twoich przyjaciołach, których karmiłam i poiłam! Nigdy nie kupowałam sobie niczego drogiego, wszystko robiłam dla dzieci, dla mojej rodziny! A teraz, kiedy w końcu zaczęłam zarabiać, chcesz mi to odebrać?”

„Nikt niczego mi nie zabiera. Proszę cię, pomóż mojej siostrze”.

– Nie prosisz. Jesteś wymagający.

Igor zacisnął pięści i przez chwilę Swietłana poczuła strach. Ale on tylko westchnął i odwrócił się, po czym wyszedł, trzaskając drzwiami. Swietłana została w kuchni, a łzy spływały jej po policzkach.

Przez kolejne dwa tygodnie w domu panowała ciężka cisza. Igor prawie się do niej nie odzywał, a Lena celowo go ignorowała. Dzieci wyczuwały napięcie i chodziły na palcach.

Swietłana nadal płaciła – mniej, niż żądali, ale jednak. Miała nadzieję, że to tylko chwilowe, że Lena naprawdę stanie na nogi i się wyprowadzi. Miała nadzieję, że Igor się opamięta.

Ale minął miesiąc, potem drugi, potem trzeci. Lena czuła się coraz bardziej komfortowo. Swietłana patrzyła, jak jej oszczędności topnieją, a plany na przyszłość pryskają – wakacje, remont pokoju dziecięcego, nowa lodówka, która od dawna wymagała wymiany.

A pewnego wieczoru, gdy Igor po raz kolejny zażądał, by oddała Lenie całą swoją pensję, bo „ona musi iść do dzieci i przynieść prezenty”, Swietłana wybuchnęła.

„Dosyć tego! Dosyć!” Cisnęła kopertę na stół z takim impetem, że pieniądze rozsypały się. „Czy ty w ogóle zdajesz sobie sprawę, co robisz?! Zrobiłeś z naszej rodziny organizację charytatywną! Twoja siostra nas wykorzystała i nawet nie myśli o tym, żeby odpuścić! A ty jej w tym pomagasz!”

– Swieta, ona jest w trudnej sytuacji…

„Cały kraj jest w opłakanym stanie! Ale ludzie jakoś pracują, zarabiają pieniądze, a nie żyją na koszt innych! Dlaczego Lena miałaby być wyjątkiem?!”

– Bo ona jest moją siostrą!

„A kim ja jestem?!”. krzyknęła Swietłana, nie przejmując się tym, że dzieci są w sąsiednim pokoju. „Jestem twoją żoną! Matką twoich dzieci! Pracowałam jak szalona przez piętnaście lat, żeby ten dom był domem, żeby dzieci miały co jeść i w co się ubrać, żebyś ty mogła spokojnie pracować! A teraz, kiedy sama zaczęłam zarabiać, chcesz mi to wszystko odebrać?!”

Igor milczał, ale w jego oczach błyszczał gniew.

„To nie podlega dyskusji” – powiedział w końcu cicho. „Lena potrzebuje pieniędzy. Kropka”.

„Nie” – Swietłana podniosła pieniądze ze stołu i ścisnęła je w dłoni. „Kropka. Dzwonię do twojej matki”.

– Nie waż się!

— Śmiem. Niech wie, jak jej syn postanowił ułożyć sobie życie.

Matka Igora, Tamara Iwanowna, mieszkała w Woroneżu. Widywali się rzadko, kilka razy w roku. Była surowa i sprawiedliwa, a Igor, nawet jako dorosły, trochę się jej bał.

Swietłana zadzwoniła do niej następnego dnia z pracy. Opowiedziała jej wszystko – bez upiększeń, ale też bez przesady. Same fakty: Lena mieszkała z nimi od czterech miesięcy, nie pracowała i domagała się pieniędzy. Igor zmuszał Swietłanę do oddania całej pensji. Dzieci zostały z byłym mężem, który w ogóle się nimi nie interesował.

Tamara Iwanowna słuchała w milczeniu. Potem westchnęła ciężko i powiedziała:

— Przyjdę w sobotę.

I przyjechała. W sobotę rano, o dziewiątej. Swietłana otworzyła drzwi i zobaczyła na progu niską, siwowłosą kobietę o surowym spojrzeniu.

„Gdzie oni są?” zapytała Tamara Iwanowna bez powitania.

— W kuchni.

Teściowa weszła do mieszkania, zrzuciła buty i skierowała się do kuchni. Swietłana poszła za nią, z bijącym sercem.

Igor i Lena siedzieli przy kuchennym stole. Igor czytał gazetę, Lena przeglądała telefon. Oboje podnieśli wzrok, gdy zobaczyli matkę, i ich miny zrzedły.

„Mamo, po co przyszłaś?” zaczął Igor, ale Tamara Iwanowna podniosła rękę i on zamilkł.

„Co się tu dzieje?” zapytała cicho, ale w sposób, który dawał jasno do zrozumienia, że ​​jest to poważna rozmowa.

„Mamo, to wszystko nieporozumienie” – zaczęła Lena, ale teściowa przerwała jej spojrzeniem.

„Nie rozmawiam z tobą. Igorze, wyjaśnij mi, dlaczego twoja żona, matka twoich dzieci, musi oddawać całą swoją pensję twojej siostrze?”

– Mamo, Lena jest w trudnej sytuacji…

„Połowa kraju jest w trudnej sytuacji!” – warknęła Tamara Iwanowna. „To nie znaczy, że wszyscy muszą ponieść konsekwencje! Lena, ile masz lat?”

„Trzydzieści osiem” – mruknęła.

— Trzydzieści osiem lat. Dorosła kobieta. Dwie ręce, dwie nogi, głowa na karku. Czemu nie pracujesz?

— Szukam…

„Szukałaś cztery miesiące?” – teściowa uśmiechnęła się złośliwie. „Mógłabyś dostać dziesięć prac w cztery miesiące! Nawet zmywak albo sprzątaczka! A może jesteś zbyt dumna na taką robotę?”

Lena zbladła, ale milczała.

„A ty!” Tamara Iwanowna zwróciła się do Igora. „Co ty robisz?! Zapędzasz żonę w kozi róg, zmuszając ją do oddania ostatnich pieniędzy! Nigdy cię tak nie wychowałam!”

– Mamo, to jest nasza rodzina, moja siostra…

„Twoja siostra to dorosła żebraczka! A twoja rodzina to twoja żona i dzieci! A jeśli tego nie rozumiesz, to nie jesteś mężczyzną, tylko…”

Nie dokończyła. Zatrzymała się, żeby złapać oddech. Potem zwróciła się do Leny:

— Przygotuj się. Idziesz ze mną.

– Mamo, ale ja…

„Żadnych „ale”! Będziesz mieszkać ze mną, dopóki nie znajdziesz pracy. A jeśli znajdziesz, możesz wynająć własne mieszkanie. I bez błagania! Zorganizuję ci takie życie, że sam pobiegniesz szukać pracy!”

Lena otworzyła usta, żeby zaprotestować, ale wzrok matki nie zwiastował niczego dobrego. Wstała i ze spuszczoną głową poszła spakować swoje rzeczy.

Igor siedział w milczeniu, wpatrując się w stół. Swietłana stała pod ścianą, bojąc się ruszyć.

„Porozmawiamy później, synu” – powiedziała Tamara Iwanowna, patrząc na Igora. „Osobno. Ale najpierw powiedz mi: czy zdajesz sobie sprawę, że o mało nie rozbiłeś rodziny? Że twoja żona była na krawędzi?”

Igor milczał. Potem skinął głową, nie podnosząc wzroku.

– Zrozumieć.

„Pomyśl, jak to naprawić. I zacznij od przeprosin”.

Lena ubrała się w pół godziny. Nie miała wiele bagażu – przyjechała lekko, spodziewając się zostać tylko na krótko. Tamara Iwanowna czekała w milczeniu przy drzwiach, wciąż ubrana w płaszcz.

Kiedy jej siostra i matka wyszły, w mieszkaniu zapadła ogłuszająca cisza. Swietłana stała w kuchni, niepewna, co zrobić ani co powiedzieć. Igor siedział przy stole, wciąż wpatrując się w nią bez wyrazu.

„Swieta” – powiedział w końcu cicho. „Ja…”

Czekała. Czekała na przeprosiny, wyjaśnienia, na cokolwiek.

– Przepraszam.