Dwa słowa. Tylko dwa słowa, ale wypowiedziane w taki sposób, że Swietłana w końcu się rozluźniła.
„Byłem idiotą” – kontynuował Igor, w końcu podnosząc na nią wzrok. „Kompletnym idiotą. Tak bardzo bałem się zawieść siostrę, że nie zauważyłem, że zawiodłem ciebie. Moją rodzinę. Przepraszam”.
Swietłana podeszła do stołu i usiadła naprzeciwko niego. Patrzyła na niego badawczo przez dłuższą chwilę. Dostrzegła zmęczenie w jego oczach, skruchę i wstyd.
„Dlaczego?” zapytała. „Dlaczego to zrobiłeś? Zawsze byliśmy razem, zawsze o wszystkim decydowaliśmy razem. A potem po prostu… po prostu zacząłeś mną rządzić”.
Igor pocierał twarz dłońmi.
„Nie wiem. Naprawdę nie wiem. Pewnie dlatego, że po raz pierwszy w życiu poczułem się… niechciany. Dostałeś pracę, zacząłeś zarabiać. Odniosłeś większy sukces. A ja wciąż kręcę się jak wiewiórka w kołowrotku i nic nie widzę. A kiedy Lena wpadła w kłopoty, pomyślałem, że to szansa, żeby pokazać, że nadal jestem głową rodziny, że potrafię rozwiązywać problemy. Tylko że rozwiązywałem je twoim kosztem”.
„Jesteś głupcem” – powiedziała cicho Swietłana. „Jesteś głupcem, Igorze. Nigdy nie uważałam cię za bezużytecznego. Jesteś mężem, ojcem. Jesteś ważniejszy niż jakiekolwiek pieniądze”.
„Teraz rozumiem” – wyciągnął do niej rękę, ale Swietłana się odsunęła.
„Za wcześnie” – powiedziała. „Tego nie da się wybaczyć w jeden dzień. Upokorzyłeś mnie, Igorze. Sprawiłeś, że poczułam się jak obca osoba we własnym domu. Potrzebuję czasu”.
Skinął głową.
– Poczekam. Tak długo, jak będzie trzeba.
Swietłana wstała od stołu. Weszła do pokoju i usiadła na łóżku. Usiadła i zaczęła płakać – cicho, bezgłośnie. Z ulgi, z wyczerpania, z bólu, który wciąż w niej tkwił.
Nastya, najstarsza córka, pojawiła się w drzwiach.
„Mamo, co się stało?” Podeszła do Swietłany i objęła ją za ramiona.
„Wszystko w porządku, kochanie” – Swietłana otarła łzy. „Jestem tylko trochę zmęczona”.
„Babcia jest taka fajna” – powiedziała niespodziewanie Nastya. „Naprawdę wpakowała się w kłopoty z tatą i ciocią Leną. Myślałam, że tata się rozpłacze”.
Swietłana mimowolnie się uśmiechnęła.
– Tak, babcia potrafi.
– Mamo, ty i tato… nie rozwiedziecie się?
Swietłana spojrzała na córkę. Dostrzegła w jej oczach niepokój i strach. Mocno ją przytuliła.
– Nie, kochanie. Nie rozwodzimy się. Po prostu przechodzimy przez trudny okres. Ale damy radę.
– Naprawdę?
– Dokładnie.
Nastia uśmiechnęła się, skinęła głową i odeszła. Swietłana pozostała na łóżku, patrząc przez okno. Na zewnątrz świeciło słońce, drzewa kołysały się na wietrze, ludzie zajmowali się swoimi sprawami. Życie toczyło się dalej, mimo wszystko.
A wieczorem, gdy dzieci poszły spać, Igor zapukał do drzwi sypialni.
– Móc?
– Proszę wejść.
Wszedł i usiadł na brzegu łóżka. Długo milczeli.
„Zapisałem się na kurs” – powiedział nagle Igor. „Żeby poprawić swoje umiejętności. Chcę spróbować w nowej dziedzinie, gdzie płacą więcej. Żebyś mógł oszczędzać pieniądze na cokolwiek zechcesz, zamiast wydawać je na obcych”.
– Lena nie jest obca.
— Wiem. Ale ty jesteś ważniejszy. Ty – twoja żona i dzieci – jesteś ważniejszy niż ktokolwiek inny.
Swietłana odwróciła się do niego. Spojrzała mu w oczy. I zobaczyła tam Igora, którego znała piętnaście lat temu. Bez gniewu, bez żądań. Tylko kochającego męża.
„Dobrze” – powiedziała cicho. „Spróbujmy jeszcze raz”.
Przytulił ją ostrożnie, jakby bał się, że go odepchnie. Ale Swietłana go nie odepchnęła. Po prostu przytuliła się do jego ramienia i zamknęła oczy.
Wszystko będzie dobrze. Może nie od razu, nie jutro. Ale będzie. Bo są rodziną.