Wynajęła chłopaka za 500 euro. Okazał się jej szefem

Sofía Martín spojrzała na saldo swojego konta bankowego na ekranie pękniętego telefonu.

547 euro.

To było wszystko, co miała na przeżycie do końca miesiąca.

Z ciężkim westchnieniem odłożyła telefon na mały stolik w swoim ciasnym, trzydziestopięciometrowym mieszkaniu w Carabanchel.

Powietrze w kawalerce było ciężkie od wilgoci i zapachu taniego jedzenia dobiegającego zza cienkich ścian.

W wieku dwudziestu sześciu lat Sofía miała wrażenie, że życie przecieka jej przez palce.

Pracowała jako sekretarka administracyjna w Herrera Industries – gigantycznej korporacji, której szklane wieżowce w finansowej dzielnicy Madrytu zdawały się dotykać nieba.

Jej rzeczywistość wyglądała jednak zupełnie inaczej.

Zarabiała tysiąc euro miesięcznie.

Po opłaceniu:

  • czynszu,
  • biletów komunikacji miejskiej,
  • rachunków,
  • najtańszego jedzenia,

zostawało jej niemal nic.

Ale tej nocy nie to odbierało jej sen.

Najgorsza była wstydliwa świadomość, że w oczach własnej rodziny jest życiową porażką.

Telefon od siostry

Telefon zawibrował ponownie.

Carmen.

Sofía od razu poczuła znajomy ucisk w żołądku.

Jej starsza siostra przez lata perfekcyjnie nauczyła ją tego rodzaju lęku.

Carmen miała trzydzieści lat i żyła w zupełnie innym świecie.

Była żoną odnoszącego sukcesy prawnika, mieszkała w luksusowej willi i prowadziła życie pełne drogich przyjęć, zakupów oraz oceniania innych ludzi.

– Słucham, Carmen – odezwała się Sofía spokojnie.

– Kochana, dzwonię tylko przypomnieć o jutrzejszej kolacji z okazji naszej rocznicy – odpowiedziała słodkim, sztucznie uprzejmym tonem. – Mam nadzieję, że tym razem nie przyjdziesz sama.

Sofía zamknęła oczy.

Doskonale wiedziała, co zaraz usłyszy.

– Mama mówi, że w twoim wieku zaczyna być już trochę późno – ciągnęła Carmen. – Wszyscy nasi znajomi będą z partnerami. Byłoby naprawdę smutno, gdybyś znowu siedziała sama w kącie.

Upokorzenie zapiekło Sofíę w policzki.

Od trzech lat uczestniczyła w rodzinnych przyjęciach samotnie, słuchając:

  • pasywno-agresywnych komentarzy o swojej pracy,
  • żartów na temat braku ambicji,
  • uwag o tym, że „żadnemu porządnemu mężczyźnie nie zależy na biednej sekretarce”.

I wtedy, pod wpływem bólu oraz dumy, Sofía skłamała.

– Nie będę sama – powiedziała cicho. – Spotykam się z kimś.

Po drugiej stronie zapadła cisza.

– Naprawdę? – Carmen zaśmiała się szyderczo. – No proszę. Mam nadzieję, że chociaż wygląda reprezentacyjnie. Nie chciałabym, żebyś przyniosła rodzinie wstyd.

Kiedy rozmowa się zakończyła, Sofía siedziała nieruchomo.

Nie miała chłopaka.

Nie miała nawet randki.

A jednak nie potrafiła oddzwonić i przyznać się do kłamstwa.

Desperacko otworzyła laptop.

W wyszukiwarce wpisała:

„wynajem partnera Madryt”.

Po chwili trafiła na elegancką stronę oferującą towarzyszy na ekskluzywne wydarzenia.

Przeglądała profile mężczyzn, aż zatrzymała wzrok na jednym zdjęciu.

Alejandro.

32 lata.

Przedsiębiorca.

Wysoki.

Ciemne włosy.

Idealnie skrojony garnitur.

I oczy, które wyglądały tak, jakby potrafiły przejrzeć człowieka na wylot.

Cena:

500 euro za wieczór.

Sofía ponownie spojrzała na swoje konto.

547 euro.

To była kompletna szaleństwo.

Jeśli zapłaci, zostanie jej 47 euro na resztę miesiąca.

Ale wtedy przypomniała sobie śmiech Carmen.

I wysłała wiadomość.